Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

12 sierpnia 2016 in Styl Życia by Natalia Gruba

Odkrywamy zawody: leśniczy. Na czym polega jego praca?

Odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do lasu. Na leśniczych zawsze patrzyłam z szacunkiem i pewnym rozrzewnieniem, bo mieszkanie w leśniczówce byłoby spełnieniem moich marzeń. W moim wyobrażeniu leśniczy był człowiekiem wrażliwym, kochającym przyrodę, ma kapelusz z piórkiem i wolnym krokiem spaceruje po lesie. Tyle jeśli chodzi o mętne wyobrażenie na temat pracy w lesie. Zobaczymy co się zmieni po konfrontacji z rzeczywistością.

Leśniczy Mirosław Lech; fot. Natalia Gruba

Leśniczy Mirosław Lech; fot. Natalia Gruba

W barłomińskiej leśniczówce zjawiam się o 7.30 i dziarskim krokiem pokonuję schodki i werandę, łapię za klamkę… zamknięte. Po chwili drzwi otwiera przemiła kobieta, która informuje mnie, że męża nie ma, bo obowiązki wzywały już o świcie. No nic, czekam. Nie jest to jednak czas stracony, bo okazuje się, że gorzka herbata świetnie smakuje w sielankowej scenerii.

– Życie w leśniczówce to nie bajka. Gdyby nie samochody to nie wiem, jakby to było. – tłumaczy Helena, żona leśniczego – Wszędzie daleko, a jak zapomnisz kupić cukru, to pijesz gorzką herbatę, zakupy muszą być dobrze zaplanowane. Nie narzekam, bo wiedziałam na co się piszę wiążąc się z leśniczym. Sama wychowywałam się w leśnej rodzinie i pamiętam jak było. Mieszkaliśmy gdzieś w głębi lasu, nie mieliśmy sąsiadów i innych dzieci w okolicy, ale znaliśmy leśne szkodniki i gatunki drzew. W domu często rozmawiano o lesie, bo las był naszym domem. Teraz mieszkamy sami, bo syn poszedł na swoje, ale jak dzieci były małe, to życie kręciło się wokół dowozów ze szkoły i do szkoły… a do tego jeszcze przeprowadzki. Ta barłomińska jest naszą trzecią leśniczówką.

Po godzinie w drzwiach stanął bohater mojego dnia. Może i nie miał kapelusza z piórkiem i psa przy boku i nie wyglądał jak z obrazka, ale gdy przedstawił się i uśmiechnął, już wiedziałam, że to będzie dobry dzień. Mirosław Lech to mężczyzna po 50-tce, wysportowany, wesoły i konkretny. W zawodzie pracuje od prawie 40 lat.

– Jako młody chłopak jeździłem po lesie na motorowerze i spodobała mi się ta cisza, zieleń i przestrzeń. Interesowała mnie motoryzacja i leśnictwo, a że miałem dobre świadectwo mogłem wybierać. Jednak zadecydowała książka ofiarowana mi przez ojca o urządzaniu lasu, która jak się później okazało była moim podręcznikiem przez lata nauki w Technikum Leśnym. To była tak wciągająca lektura, że już wiedziałem kim będę – wspomina.

Wyprawa do lasu

Krótka narada przy kawie i ciastku dotyczyła wspólnej wyprawy do lasu. Jeszcze w uszach słyszę śmiech leśniczego po tym jak poprosił, abym opisała mu swoje wyobrażenie pracy w lesie. Nie wiedziałam, że można się tak długo śmiać.

Samochód w pracy leśnika to podstawa, o czym świadczyła wysłużona terenówka. Nie każdy leśniczy jeździ jednak samochodem terenowym, zależy od terenu. – Nie dostajemy samochodów służbowych, mamy ryczałt. Każdy kupuje taki na jaki go stać – wyjaśnił Mirosław Lech. – Z reguły są to samochody kilkuletnie, nigdy nowe, bo nie opłaca się inwestować w nowe. Poza tym lubię mieć pewność że po ulewnym deszczu poradzę sobie na każdej błotnistej drodze… Lubię jeździć po lesie, to mnie relaksuje. Teraz jadę jak król, bo na mnie nie pada, ale jak zaczynałem pracę jako podleśniczy, chodziłem pieszo, jeździłem PKS-em lub rowerem. Pamiętam moją radość, kiedy przesiadłem się na pierwszy motor. Romet Mińsk, to była zmiana. Od zakupu tego pierwszego cały czas jeżdżę, tylko motory się zmieniają. Zawsze ciągnęło mnie do motoryzacji. A teraz każdy podleśniczy ma już samochód. Ja swój pierwszy kupiłem z żoną po ślubie w 1988 roku. W lesie samochód jednak najlepiej się sprawdza, bo przewozimy cenne sprzęty. Sam rejestrator, czyli taka cyfrowa pamięć leśnictwa, w którym zapisane jest całe drewno, kosztuje ponad 6 tysięcy, a do tego dochodzi drukarka termiczna i cały sprzęt do sygnowania drewna, dlatego samochód często też jest biurem leśniczego podczas „odbiórki” drewna.

Strony: 1 2 3 4


Warsztaty Wojciecha Eichelbergera w wersji online

Nie wstydź się wizyty u urologa! Działaj!

Patrząc na wydłużające się kolejki do lekarzy – szczególnie specjalistów – oraz czytając raporty o wydatkach ponoszonych na leki, można dojść do wniosku, że Polacy ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI