Patagonia na długie, zimowe wieczory

fot. Krzysztof Kasprzyk

„Zapiski Patagońskie” Krzysztofa Kasprzyka – podróżnika i nauczyciela mieszkającego w Kanadzie.

fot. Krzysztof Kasprzyk

Za mną dwie podróże – w roku 2011 i 2014. Podczas obu prowadziłem dziennik i robiłem wiele zdjęć. Zapiski (w tym zdjęcia) z pierwszej podróży przepadły w roztrzaskanym o kamienną podłogę komputerze. Dlatego „powtórzyłem” te same miejsca trzy lata później, uzupełniając je o nowe w takim zakresie, aby wreszcie móc odczuć, że nieco znam Patagonię.

Z opisywaniem mej podróży w postaci bloga ruszyłem od stycznia 2014 roku. W planach miałem niemal półroczną podróż obejmującą, poza argentyńską i chilijską Patagonią, wypad na Antarktydę, przejazd przez Chile od Santiago na północ, dalej przez Peru i Boliwię do Ekwadoru, a stamtąd, przed powrotem do Toronto, skok na Galapagos.

Najpierw powstała pierwsza wersja bloga, sprawiająca trudności zarówno mnie jak i czytelnikom. Osobno tekst, osobno zdjęcia. Pisałem nieregularnie, bowiem wyznaję w całej rozciągłości zasadę Bohumila Hrabala brzmiącą następująco: “W pisaniu najpiękniejsze jest to, że nikt nas do tego nie zmusza”. Nadto, różne wydarzenia w czasie przemierzania trasy wynajętym autem, prowadzonym przez mego przyjaciela, nie sprzyjały regularnemu pisaniu.

Ruszyłem z kopyta po wakacjach 2014 roku, gdy, po zmianach blogowych na portalu Zwierciadlo.pl, mogłem wreszcie wplatać zdjęcia w tekst nie przerywając ciągłości narracji.

Mój blog jest odmienny od innych znanych mi blogów, w których zamieszcza się krótkie zapiski z codzienności lub przemyślenia w stylu felietonów. Ja dodaję do opisów uzupełnienia faktograficzne w kontekście historycznym, geograficznym i antropologiczno – kulturowym, co jest widomym znakiem młodzieńczego zauroczenia Juliuszem Vernem.

Starałem się, aby mój blog był przewodnikiem dla ludzi ciekawych świata i takich, którzy mają w sobie żyłkę włóczęgowską i chęć wydeptywania własnych śladów, z dala od tłumu i turystycznego blichtru. Ten blog jest zarazem przewodnikiem w terenie, propozycją wejścia na szlak, niekoniecznie powtarzający moją wędrówkę we wspaniałych krajobrazach Patagonii. Jest także informatorem miejsc do spania i porządnego jedzenia oraz zawiera szereg praktycznych porad, związanych z podróżowaniem w pół dzikości owego miejsca. Jeszcze nie zadeptanego, wymagającego bezwzględnego poszanowania przyrody i respektu dla równych i nader pomocnych ludzi mieszkających na rozległych pustkowiach pampy czy gór…

Jeśli ktokolwiek chciałby powtórzyć moją wędrówkę, ufam że moje zapiski będą mu nader pomocne, a opisywane miejsca dostarczą tylu wspaniałych przeżyć, jakich dostarczyły mnie i mojemu przyjacielowi.

Sądzę, iż „Zapiski Patagońskie” pozwolą także na chwile wytchnienia od natrętnej presji codzienności.