Pomaganie daje siłę

mat.pras.

Agnieszka Cegielska – dwukrotna laureatka plebiscytu „Gwiazdy Dobroczynności”, działająca na rzecz chorych dzieci w fundacji Szkoła Otwartych Serc – tuż przed kolejnym koncertem w rodzinnym Malborku (7 czerwca) opowiada o sile, jaką daje pomaganie.

mat.pras.

reklama

Cieszę się z tej wygranej, bo:

„Gwiazda Dobroczynności” ma wymierne cele. Będzie można kupić potrzebującym dzieciom sprzęt rehabilitacyjny czy buty i kurtki na zimę – dla ich mam to są naprawdę bardzo duże wydatki, na które często nie mogą sobie pozwolić. Potrzeby fundacji są ogromne, wydają się nieosiągalne, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Najlepszy przykład: uparłyśmy się pewnego razu, żeby zdobyć specjalny pionizator dynamiczny dla sparaliżowanego chłopca. To bardzo drogi sprzęt – kosztuje 7 tysięcy złotych, ale tylko dzięki niemu chłopiec miał szansę zobaczyć świat na stojąco, a nie z poziomu łóżka. Zgłosiłam się do komisarza Unii Europejskiej – zdobyłam 3 tysiące złotych, napisałam do fundacji Orlen Dar Serca, dla której prowadziłam kiedyś licytację – odpisali, że pomogą. I udało się zdobyć ten pionizator! W szlachetnym celu po prostu dostaje się nagle niezwykłych sił. Dla siebie nigdy nie miałabym odwagi o to poprosić, dla dzieci – zrobię wszystko. Nie ma dla mnie drzwi, do których bałabym się zapukać. Nasza fundacja działa przy szkole, więc jeśli jest taka możliwość – pomagamy też jej uczniom. Często nie zdajemy sobie sprawy, jakie emocje im towarzyszą. Kiedy sprawdzałyśmy rozmiary butów zimowych, poprosiłyśmy pewnego chłopca, żeby przyniósł swoje, a on miał tylko trampki. Przeraziłam się, że w listopadzie chodził w zwykłych tenisówkach. – Dlaczego pani się dziwi? – zapytał. – Mama zakłada mi podwójne skarpetki i tak chodzę.

To była dla nas ogromna lekcja pokory. Inny chłopiec, który dostał kurtkę na zimę, stanął w kącie i zaczął ją całować. Nam wydaje się, że to są drobne sprawy, że być może nie ma sensu zaprzątać sobie nimi głowy, a dla tych młodych ludzi znaczenie mają nie tylko materialne rzeczy, ale także nieprawdopodobna motywacja, dowartościowanie. Często wspominam historię dziewczynki z mukowiscydozą. Ta choroba to wyrok. Też dostała od nas kurtkę. Była tak szczęśliwa, że pobiegła do naszej pani prezes, wołając: – Pani Doroto, jaką piękną kurtkę dostałam! Jest najpiękniejsza na świecie, będę w niej chodzić do końca życia!

Nie da się o tym mówić bez wzruszenia…

Dobro jednoczy

Kiedy ruszył plebiscyt „Gwiazdy Dobroczynności” w roku 2013, w moim rodzinnym Malborku nastąpiła pełna mobilizacja. Konkurencja była ogromna – rywalizowaliśmy przecież z bardzo popularnymi osobami, nawet pierwszoligowymi sportowcami, którzy mają tysiące fanów. Szanse na wygraną nie były oczywiste, a pani Dorota Ojdowska-Starzyk (prezes i założycielka fundacji Szkoła Otwartych Serc – przyp. red.) martwiła się głównie tym, że w razie przegranej dzieciom będzie ciężko się z tym pogodzić. Ale udało się! Tak zaczęła się toczyć kula dobrej energii – po zdobyciu Gwiazdy Dobroczynności, podczas dorocznego koncertu charytatywnego w Malborku, udało nam się wylicytować ponad 40 tysięcy złotych. Nie mogliśmy w to uwierzyć, dla fundacji to ogromna kwota, ale ja cieszę się jeszcze z jednej rzeczy, którą trudno wyrazić w liczbach: udało mi się zjednoczyć ludzi w Malborku! Postawiłam sobie za cel, że w tej dobrej sprawie wszyscy się do nas dołączą, że będziemy działać ponad podziałami. Nieważne, kto ma jakie poglądy i czym się zajmuje – razem zorganizowaliśmy piękny koncert, razem walczyliśmy o fundusze dla dzieci, razem zdobyliśmy Gwiazdę Dobroczynności. Po ogłoszeniu wyników plebiscytu w Malborku zapanowało prawdziwe święto. Mieszkańcy przekazywali sobie na ulicach gest zwycięstwa, ludzie mieli nagle poczucie więzi, wspólnej radości, że to „ich Aga” dla ich dzieci zdobyła tę nagrodę.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »