Dobre relacje z szefem. Nastaw się na współpracę

relacje w pracy
123rf.com

Szef znowu zasypuje cię bezsensownymi zadaniami? A może to ty źle interpretujesz sytuację? Zamiast wzdychać do niebios i nakręcać spiralę negatywnych emocji, nastaw się na współpracę.
W zależności od własnych predyspozycji i nawyków przejawiamy bardzo odmienne zachowania w reakcji na to samo polecenie służbowe. Wszystko przez emocje, które ono w nas uruchamia. W wielu firmach na przykład newralgicznym punktem jest kwestia pisania raportów.

reklama

Niby polecenie jest jasne: napisz raport ze swoich działań w ciągu miesiąca (tygodnia, dnia, spotkania z klientem itp.) w terminie takim a takim. Jednak ilość nienapisanych lub napisanych za późno sprawozdań jest niebagatelna i ciągle powraca jak bumerang w informacjach na temat tego, co nie działa wystarczająco dobrze w danej firmie.

Kiedy pytam pracowników, jak to się dzieje, że nie dostarczają swoich raportów na czas, spotykam się z odpowiedziami, które można zaliczyć do trzech grup:

I – „Pisanie raportów jest bezsensowne, bo nikomu nie są one potrzebne, wkurzam się, kiedy mam je pisać i to mnie blokuje”;
II – „Chcę działać po swojemu, wiem, co jest słuszne i ważne w mojej pracy – na pewno nie pisanie raportów”;
III – „O co tyle zamieszania? Świat się nie skończy, jak szef dostanie raport trochę później”.

Podobne odpowiedzi dotyczą trudności z wykonywaniem innych rodzajów poleceń. Można powiedzieć, że w sytuacjach spornych w kontakcie z szefem mamy skłonność do wpadania w stany pt.: I – „osądzam”, II – „forsuję moje rozwiązania”, III – „chcę mieć święty spokój”.

Wszystkie powodują, że bardzo mocno uwypukla się mechanizm reagowania: on mi każe – ja nie chcę. Ustawiamy się po drugiej stronie barykady. Zaczynamy siebie i szefa postrzegać jako osoby, które się konfrontują, nie jako te, które mają coś zdziałać wspólnie. A jak już zacznie się wojna, to straty są po obu stronach. Energia zużywana jest na „obsługę konfliktu”, zamiast na pracę. No i na dodatek spalamy się wewnętrznie. To, że popadamy w opisane wyżej stany reagowania, nie jest końcem świata. Prawie każdy boryka się z takimi sytuacjami w swojej pracy – bo są to bardzo powszechne schematy. To, co może poprawić jakość naszego życia w tym zakresie, to umiejętność rozpoznania sytuacji – zauważenia, że brnie się w ślepą uliczkę – i wycofania się z niej jak najszybciej. Działanie pod wpływem naszych „emocjonalnych filmów” zazwyczaj prowadzi na manowce. Przyjrzyjmy się, jak wyjść ze starych nawyków i na całkiem neutralne polecenie zareagować adekwatnie do sytuacji:

POLECENIE

„Proszę, zrób zestawienie naszych klientów z grupy małych i średnich przedsiębiorstw, bo może wystąpimy o unijne środki na przeprowadzenie projektu”.

Osądzam

REAKCJA (W MYŚLACH)

„No, znowu rodzi się jakiś kolejny genialny pomysł, z którego nic nie wyjdzie. Kolejna robota zrobiona na darmo. Jakby szef zajął się zwiększeniem sprzedaży, zamiast wprowadzać w życie swoje nawiedzone wizje, które tylko odrywają ludzi od pracy, to sytuacja firmy i zarobki byłyby lepsze. A tak tylko zabiera mi czas i każe robić coś, na czym raczej nikt nic nie zarobi, a już z pewnością nie ja. Niech sobie zatrudni asystentkę!”.

EFEKT

Wzburzenie, złość, gniew. Łatwo zapomnieć, że swego czasu podpisało się umowę o pracę, w której jest punkt „wykonywać inne polecenia przełożonego”. Łatwo zapomnieć, że szef nie może usłyszeć naszych argumentów, które mielemy sami ze sobą w myślach, nie może więc na nie zareagować. Łatwo wreszcie zapomnieć, że szef nie jest firmą, tylko jednym z jej elementów, i nie odpowiada za wszystko, co się w niej dzieje.

PRAWDOPODOBNA ODPOWIEDŹ

„Ale to mnie odciąga od tego, co teraz robię, więc żeby potem nie było awantury, że faktury nie są wystawione na czas”.

Odpowiedź niedyktowana emocjami, tylko skupieniem się na informacji zawartej w poleceniu, mogłaby wyglądać tak:

„Chcesz mieć zestawienie naszych MŚP? A na kiedy to potrzebujesz?”.

„Możemy przegadać, jak mam to pogodzić z tym, co teraz robię?”.

„Aha, a z mojej strony to wygląda tak, że w tym tygodniu musiałabym brać nadgodziny, żeby to zrobić, ale po niedzieli dałabym radę jakoś upchnąć to w godzinach pracy. To może zrobię ci to na środę?”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »