Komunikacja w pracy. Służbowe e-maile

123rf.com

Wszyscy czasem dostajemy służbowe e-maile, po których zalewa nas nagła fala wściekłości. Nie pada w nich żadne obraźliwe słowo, a jednak czujemy się do czegoś przymuszani. Ekspertka magazynu SENS podpowiada, jak radzić sobie z opresyjnymi komunikatami.
Wymiana e-mailowa to bardzo specyficzna forma prowadzenia rozmowy. Niby mniej formalna, ale jednak wszystko zostaje na piśmie… Oto perełka korespondencji służbowej. E-mail wystosowany przez przedstawicielkę firmy do hurtowni, z którą współpracuje od kilku lat, jak dotąd – co ważne w kontekście tego zdarzenia – bez żadnych zgrzytów.

reklama

Witam!!!!!

W imieniu naszego specjalisty ds. technologii odzieży proszę o PILNE przesłanie wszystkich dokumentów dotyczących tkanin zakupywanych przez nasz zakład odzieżowy w Państwa firmie. Data aktualizacji nie powinna być starsza niżeli rok 2012. Jeżeli nie spełnicie naszej prośby, zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje, które mogą w dużym stopniu zaważyć na dalszej współpracy.

Bogna, pracownica hurtowni tkanin, która odebrała powyższego e-maila, najpierw przetarła oczy ze zdumienia, potem wkurzyła się nie na żarty i już miała odpowiedzieć w tonie: „Jeżeli nie jesteście Państwo w stanie pobrać pliku z naszej strony internetowej, który zawiera wszystkie niezbędne dane techniczne, to może Państwa szef powinien wyciągnąć w stosunku do Was odpowiednie konsekwencje…”. Jednak powstrzymała się siłą woli i postanowiła nie iść na wojnę. Ale jak z jednej strony nie iść na wojnę, a z drugiej – nie dać się poniewierać? I co w ogóle spowodowało, że ten e-mail tak nią wstrząsnął?

Trzeba przyznać, że składał się z wielu skumulowanych komunikatów blokujących porozumienie. Już sam nagłówek zawierający pięć wykrzykników zdaje się stawiać czytelnika na baczność. Zaraz potem pojawia się trudna struktura oparta na mechanizmie wypierania się odpowiedzialności: X prosi o coś w imieniu Y. Niejasne staje się więc, kto jest autorem wszystkich opresyjnych popychaczy słownych, które mają chyba za zadanie motywować do niezwłocznego podjęcia oczekiwanych przez nadawcę działań. Kto jednak jest nadawcą? X czy Y? Autorka czy raczej specjalista ds. technologii odzieży? Kto był autorem opresyjnej formy e-maila? Właściwie nie wiadomo, a podświadomie wyczuwa się, że w razie próby konfrontacji dowiemy się, że „to nie moja wina – on mi kazał”. I co wtedy? Te wszystkie informacje odebrane na podświadomym poziomie powodują pojawienie się uczucia bezradności, które ma to do siebie, że niezwykle często przeradza się w złość, która zagrzewa do walki metodą przeciwnika: on mi „dowalił”, to teraz ja „dowalę” jemu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »