Olga Kozierowska: Kobiety walczcie o złoto!

Olga Kozierowska: Kobiety walczcie o złoto!
Fot. Rafał Masłow

Jak negocjować podwyżkę, właściwie wyceniać swoją pracę i uwierzyć, że to my jesteśmy wartością dla firmy, a nie na odwrót – radzi Olga Kozierowska, dziennikarka i trener biznesu.

Olga Kozierowska: Kobiety walczcie o złoto!
Fot. Rafał Masłow

Podobno kobiety nie lubią rozmawiać o pieniądzach…

Moim zdaniem kobiety nie tyle nie lubią, co nie umieją rozmawiać o pieniądzach. Nas ten temat krępuje. Wiąże się to pewnie z typowo polskim przekonaniem, że pieniądze są złe i brudne, a ktoś jest bogaty, bo ukradł. Jesteśmy wychowywane w kulcie ciężkiej pracy, ciągle słyszymy, że aby zarobić, trzeba się naharować. A to jest ogromna bariera. Nosimy w sobie kompleks niedowartościowania. Mogę o tym mówić na swoim przykładzie. Kiedyś na rozmowie kwalifikacyjnej najbardziej bałam się pytania o to, ile chcę zarabiać. Nie brało się to nawet z lęku: „jeśli powiem większą kwotę, to mnie nie zatrudnią” albo przekonania: „skoro mam dzieci, to powinnam powiedzieć mniej” (obydwa są oczywiście absurdalne). Ja po prostu nie potrafiłam wycenić swojej pracy. Poza tym my, kobiety, jesteśmy emocjonalne. Gdy wchodzimy do pięknego budynku i widzimy pięknych ludzi, to myślimy: „O Boże, żeby mnie tylko zatrudnili, powiem mniej, to się zgodzą”. Ja też tym się kierowałam. Niedawno rozmawiałam z Dorotą Warakomską z Kongresu Kobiet o tym, że dobrze by było, gdyby powstał portal, na którym będzie można sprawdzić, jakie są płace na danym stanowisku. To powinno być transparentne!

Żeby uniknąć dyskryminacji płacowej, o której pisała m.in. dziennikarka Mika Brzeziński w książce „Znaj swoją wartość”?

Nie uważam, żeby była płacowa dyskryminacja wobec kobiet. To nie tak, że przychodzi kobieta i menedżer myśli: „Dam jej mniej”. Sama byłam menedżerem, więc wiem, jak to wygląda. Problem tkwi w tym, że kobiety zawsze chcą mniej, i to mniej o minimum 30 proc., a czasami nawet o 50. Proszę sobie wyobrazić, że menedżer ma budżet w wysokości 15 tysięcy złotych na dane stanowisko i rozmawia z kandydatami. Mężczyźni chcą zarabiać od 15 do 20 tysięcy, a kobiety od 6 do 10 tysięcy. Jest więc logiczne, że jeśli menedżer zatrudni kobietę, to da jej 10 tysięcy a nie 15, i jeszcze się ucieszy, że zostało mu trochę pieniędzy. Ważne jest zatem, z jaką wizją pensji startujemy.

Czyli musimy się nauczyć wyceniać swoją pracę.

To nie jest grzech ani nieskromność powiedzieć: „moje zaangażowanie i moją pracę dla tej firmy wyceniam na tyle i tyle”. To my jesteśmy wartością dla firmy, nie na odwrót. Druga sprawa, to umiejętność odmawiania tzw. żebraczym prośbom. Przydaje się to zwłaszcza w pracy w branży szkoleniowej, eventowej, w mediach. Dzwoni ktoś i proponuje przygotowanie szkolenia, prowadzenie konferencji itp., dodając: „ale nie mamy budżetu” albo: „możemy zapłacić tylko…”. Nierzadko zaczynają grać na poczuciu winy: „ale nas nie stać, dopiero startujemy, nie mamy sponsora”. Wtedy trzeba umieć powiedzieć: „Bardzo mi przykro, ale tego rodzaju praca to koszt taki i taki”. Dbajmy o to, by nasz wysiłek został godziwie nagrodzony. Bo potem pojawia się frustracja: wykonujemy coś dla kogoś za darmo, a następnego dnia dowiadujemy się, że nie dość, że był sponsor całego wydarzenia, to jeszcze współprowadzący dostał wysokie honorarium. I jak tu nie czuć się oszukanym?

Kobiety często godzą się, by zaczynać pracę bez podpisania umowy. Mężczyźni potrafią zawalczyć o swoje.

Część formalna jest bardzo ważna, dlatego dbajmy o nią, choćby w celu uniknięcia późniejszych konfliktów. Z doświadczenia wiem, że jeśli dwóch mężczyzn zakłada spółkę, to prawdopodobieństwo tego, że się pokłócą, jest zdecydowanie mniejsze, niż gdy wspólną firmę zakładają dwie przyjaciółki. Przykładów na nietrwałość takich interesów znam zbyt wiele. Z czego to wynika? Z nieumiejętności podzielenia obowiązków, spisania ich i egzekwowania. Z nieumiejętności oddzielenia problemu od człowieka. Dlatego jeśli przychodzimy do pracy, żądajmy opisu stanowiska. Powinny się w nim znajdować nasze obowiązki, to, za co jesteśmy odpowiedzialne, a za co nie, z kim mamy się kontaktować w ważnych sprawach, a nawet to, kogo mamy umieszczać na kopii e-maili. I w żadnym wypadku nie możemy pracować bez podpisanej umowy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »