Wymień baterie

Niezależnie od tego, czy w pracy jesteś typem sprintera czy maratończyka, musisz kontrolować poziom swojej energii. I uzupełniać ją na wakacjach.
Co jest lepsze dla naszych wewnętrznych baterii: zaczynać pracę od trudnych zadań, bo jeszcze jesteśmy wypoczęci i pełni energii, czy od łatwiejszych, żeby powoli się rozkręcać?

reklama

To kwestia indywidualna. Jedni lubią skok na główkę, inni wolą najpierw solidną rozgrzewkę. Ale jeśli mamy problemy z zabraniem się za pracę, radzę zacząć od jednego czy dwóch nieskomplikowanych zadań, żeby się pobudzić. Wykorzystamy tu tzw. efekt krzyżówki. Polega on na tym, że czasem siadamy nad czymś tylko na chwilę, jak do krzyżówki, ale jeśli nam dobrze idzie i szybko zgadujemy hasła, pojawia się wyzwolona sukcesem energia, w efekcie rozwiązujemy całą, choć tego nie planowaliśmy.

A jak zarządzać energią długofalowo? Żeby uniknąć przegrzania przewodów.

Najpierw, posługując się metaforą nawiązującą do sportu, powinniśmy zadać sobie pytanie: jestem sprinterem czy maratończykiem? Sprinter to osoba, która pragnie w ciągu dwóch–trzech lat osiągnąć sukces, a później pozwolić sobie na odpoczynek i korzystanie z efektów tego sukcesu. Przykładowo to może być ktoś rozkręcający własną firmę: przez pewien czas wymaga to od niego bardzo intensywnej pracy i niedosypiania po nocach, ale jak już wszystko zacznie funkcjonować jak w zegarku, będzie można pomyśleć o odcinaniu kuponów od włożonego wysiłku.

Ktoś taki powinien biec szybko do mety…

…wkładając w to maksimum wysiłku i nie spoczywając na laurach. To wymaga ogromnej mobilizacji, ale daje też niesłychaną motywację. Jednak trzeba być przynajmniej względnie pewnym, że wysiłek przyniesie efekty w określonym czasie. Wtedy wydatek energetyczny nie zostawi nas kompletnie wypompowanymi.

Sprinter powinien pamiętać też, że życie w ciągłym biegu i napięciu pochłania mnóstwo energii. Dlatego, choć człowiek ma tendencję do drogi na skróty, powinien dołożyć staranności, by niczego mu później nie zarzucono: pośpiechu, niedokładności, niezgodności z zasadami prawa… O fatalnych skutkach źle zrozumianego wygodnictwa dobrze wiedzą ci, których skusiła perspektywa, by nie do końca zastosować się do przepisów – a potem wyrywali sobie włosy z głowy w obawie, że może się to wydać…

A maratończyk?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »