Praca z pasją – jak to osiągnąć?

fot.123rf

Regina Brett, zanim została pisarką, pracowała w domu pogrzebowym, knajpce i na pogotowiu. – Mam taką teorię, że jeśli każdy rzuciłby pracę, której nienawidzi, to ona ucieszyłaby kogoś innego – przekonuje.
Pani najnowsza książka poświęcona jest w całości pracy. Temu, jak ją pokochać i czerpać z niej radość, nawet jeśli nie jest szczytem naszych marzeń.

reklama

W pracy spędzamy mnóstwo czasu, prawie 1/3 życia. Sama mam na koncie wiele różnych zajęć i zawodów i nie chodzi nawet o to, że ich nie znosiłam, tylko że nie dawały mi satysfakcji, nie wypełniały od środka. Ale kiedy już się znajdzie to, co się chce robić w życiu, daje to tyle radości, że chcesz, by inni również się o tym dowiedzieli, też poczuli tę radość.

Czy takie podejście nie przychodzi z wiekiem? Jako młodzi ludzie, tuż po szkołach, mamy w głowie „pracę marzeń”, ale chcemy jak najszybciej zacząć zarabiać, piąć się po drabinie kariery. Dopiero później przychodzi pragnienie, by praca stała się też pasją.

Myślę, że wiele osób od początku wie, co najbardziej je interesuje, ale kiedy idziemy do szkoły, nagle musimy zacząć interesować się wszystkim. Zdobywamy szersze wykształcenie, ale oddala nas to od naszej istoty. Dochodzą do tego takie względy, jak wskazówki rodziców oraz opinie nauczycieli, krewnych i znajomych na temat tego, co ich zdaniem powinniśmy robić w życiu. Zaczynamy się w tym wszystkim gubić i nie wiemy już, co jest dla nas dobre.

W książce odwołuje się pani do pięknej metafory o pocałunku anioła, który otrzymujemy tuż po urodzeniu i który sprawia, że zapominamy o przeznaczeniu, z jakim przyszliśmy na świat.

Wierzę w to, że istnieje praca idealna dla każdego i że w głębi duszy wiemy, co to jest. Ale często nie jesteśmy w stanie przebić się do tej wiedzy przez warstwy opinii innych osób oraz własnego strachu. W końcu możemy stracić kontakt z tym, co naprawdę kochamy. Ja zawsze chciałam być pisarką, ale bałam się, co będzie, jak się nie uda.

Wydawało mi się, że malkontenctwo, narzekanie na to, co jest teraz, bez podejmowania żadnych działań, by to zmienić – to polska domena. Pani pisze, że ogólnoludzka. I jak to się ma do słynnego american dream?

Moim zdaniem to jest uniwersalne, każdy ma w sobie jakąś pasję i wszyscy czujemy strach. W Stanach być może więcej osób realizuje swoje marzenia, poza tym ze wszystkich stron otaczają nas przykłady osób, które zrobiły karierę właśnie w Ameryce. Ale zarówno w Warszawie, jak i Ohio te marzenia nie muszą być wielkie, to może być pragnienie posiadania dziecka albo stworzenia pięknego ogrodu. Chodzi o to, żeby to było MOJE marzenie.

Założyciele Stanów Zjednoczonych pisali, że mamy prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia, jak widać – szczęście było dla nas ważne od początku istnienia naszego kraju. W Polsce doświadczyliście tragicznej historii, stale musieliście walczyć o przetrwanie, rodzinę, potem o edukację, spokojne, dostatnie życie, a dopiero na samym końcu – spełnianie marzeń. Myślę, że to jest zadanie dla współczesnych pokoleń, powinny marzyć z rozmachem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »