Seks: Z tego się nie wyrasta – o kampanii Manifest 50

W jakim wieku seks staje się tylko wspomnieniem? Jak cieszyć się życiem i własnym ciałem? O tym, że zadowolenie z życia jest najlepszym eliksirem młodości i miłości, z Grażyną Wolszczak – ambasadorką kampanii Manifest 50 – rozmawia Katarzyna Droga.
„Chcemy całego życia”. Tak brzmi hasło Manifestu 50. Dojrzali 50-letni… Naprawdę nie chciałaby pani mieć znowu 18 lat?

reklama

Naprawdę, ale 30 to już tak, gdyby się znalazła jakaś złota rybka… Nastolatki mają najwięcej problemów ze sobą! Na szczęście człowiek dojrzewa i potrafi spojrzeć na siebie łaskawszym okiem. Przynajmniej ja w okolicy trzydziestki spojrzałam i zobaczyłam, że jest nieźle. Może nie idealnie, ale ideałów przecież nie ma. Dziś kobiety są w innej sytuacji, dłużej i intensywniej pracują, później decydują się na poważne związki, jeszcze później na dzieci. Nikogo już nie dziwi 40-latka rodząca pierwsze dziecko. Skoro więc ona jest młoda, to ja jestem dopiero w średnim wieku, a do starości jeszcze ho, ho! Ale wiadomo, nie ma zmiłuj, ta starość w końcu przyjdzie. Wiele jest przykrych stron starości, jednak najbardziej boli chyba to, że w środku czujemy się ciągle tak samo młodzi, tymczasem ciało nie dość, że zaczyna się marszczyć i obwisać, to jeszcze niedomagać.

Co robić, by w duchu wciąż mieć te 30 lat? W czym tkwi pani tajemnica mentalnej młodości?

W aktywności, właśnie mentalnej. Ciągle jestem ciekawa świata i tego, co jeszcze przede mną. Cały czas stawiam sobie nowe zadania, nie zamykam swoich spraw, tylko wciąż otwieram nowe. Ahoj, przygodo!

A jak taka optymistka radzi sobie ze smutkami?

Nie zajmuję się rzeczami, na które nie mam wpływu. A przeciwności losu traktuję jak problemy, zadania do rozwiązania na bieżąco. Jak mi się coś nie udaje, mówię sobie: „Nie histeryzuj, pamiętaj, że kiedy los zatrzaskuje nam przed nosem jakieś drzwi, to być może po to, żeby otworzyć inne”. Tylko trzeba się rozejrzeć, bo w rozpaczy mogę ich nie zauważyć. Nie wypalił ten projekt – to może wypali inny. To działa. Są tylko dwa dobre uczucia – zdziwienie i ciekawość. Coś złego mi się przydarza, a ja jestem zdumiona: no proszę! Tak to się stało? To co ja teraz zrobię? Ciekawe, jak to się wszystko dalej potoczy? Ta ciekawość ratuje życie, nie pozwala się załamać. A najbardziej niszczące uczucia to lęk i zazdrość. Jedno mam z głowy od zawsze, nigdy o nic nie byłam zazdrosna. A lęki dopadają mnie jak każdego. Ta myśl: „co teraz będzie?”. Mnie pomaga przerobienie takiego lęku na ciekawość. I jeszcze ufność, że Pan Bóg albo los ma z pewnością dla mnie jakiś dobry plan.

Młodość ducha to jedno, a jak zachować młodość ciała?

Nie da się. Czas mija, a z nim młodość. Ale wierzę w to, że życiowa postawa, ten optymizm, o którym mówiłam, wpływa na wygląd i formę. Jeśli lubię siebie, lubię ludzi i – może naiwnie – wierzę, że oni też mi są życzliwi, wtedy żyje mi się łatwiej, a to przekłada się na mój wygląd. Każda zgryzota to nowa zmarszczka. Od zgryzot się choruje, a chory człowiek raczej nie wygląda najlepiej…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »