Debata: Kobieta kobiecie wilkiem?

fot. Rafał Masłow

Nikt tak nie zrozumie kobiety jak druga kobieta? Prawda. Ale też kto najbardziej dokucza innym dziewczynkom? Dziewczynki! O to, czy solidarność kobiet istnieje, czy dopiero musimy się jej nauczyć, spierają się PAULINA MŁYNARSKA i jej goście: ROMA GĄSIOROWSKA, OLGA KOZIEROWSKA, JOANNA PIOTROWSKA i DOROTA WELLMAN.

fot. Rafał Masłow

reklama

Paulina Młynarska: Przykłady kobiecej solidarności z waszego życia?

Dorota Wellman: Solidarności kobiecej nie ma. Stoimy w kolejce, a za nami pani z małym dzieckiem. Kto ją przepuszcza? Nikt. A na pewno żadna kobieta. Dochodzimy do przejścia dla pieszych, śmigają samochody. Kto na pewno nas nie przepuści przez pasy? Kobieta za kierownicą.

Nie doświadczyłaś kobiecej solidarności?

D.W.: Oczywiście doświadczyłam, np. w więzieniu. Kiedy byłam aresztowana, bardzo solidarne były wobec mnie dziwki i złodziejki. Uczyły mnie, jak się zachować w tak trudnej życiowej sytuacji, zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy wcześniej do więzienia nie trafił. Jak zeznawać, żeby się nie wsypać i nie wsypać nikogo innego.

Pierwsze wrażenie z damskiej celi?

D.W.: Oberwałam kubkiem do picia wody. A potem się połapały, że nie jestem konkurencją, nie będę pracować na ulicy, jestem zielona, mam 18 lat i wszystko mi zabrano. Wtedy powiedziały, że mogą mi pomóc, żebym się nie podłożyła w czasie przesłuchań.

Olga Kozierowska: Podpisuję się pod tym, co powiedziała

Dorota: Nawet badania pokazują, że my najbardziej solidarne potrafimy być wtedy, kiedy nie czujemy bezpośredniej konkurencji z drugiej strony. I kiedy mamy poczucie własnej wartości, czyli „ona” nie ujmuje naszej wartości. A ponadto kiedy „jej” dzieje się źle, np. w życiu osobistym. Ale jak już zaczyna się jej dziać dobrze, stajemy się wrogiem tego „nowego dobrego”. No bo jak to?! Przecież jej miało być gorzej! To przykłady z tzw. zwykłego życia. W środowisku biznesowym solidarność kobieca ma się nieco lepiej. Popatrzmy na panie, które prowadzą własne firmy. One tak naprawdę bezpośrednią konkurencją dla siebie nie są, więc potrafią się wspierać i przekazywać sobie kontakty. Natomiast w świecie korporacji potrafi być strasznie.

A w twoim świecie?

O.K.: Doświadczam solidarności. Osoba, która ze mną pracuje od lat, jest siostrą mojego byłego męża. Przeszłyśmy bardzo dużo trudnych sytuacji i przetrwałyśmy to. Nadal jesteśmy razem, uważam, że jest to jedna z najbardziej lojalnych osób, które spotkałam w moim życiu zawodowym.

Co zadecydowało o tym, że przetrwałyście?

O.K.: Myślę, że to, że tworzymy też taki duet jak ty z Dorotą w „Mieście kobiet” (śmiech). Potrafimy w jasny sposób o pewnych rzeczach rozmawiać! Może chodzi o to, że mamy wiele cech męskich? Z mojego doświadczenia wynika, że wiele biznesów zakładanych przez przyjaciółki rozpada się, ponieważ nie potrafimy w jasny sposób, „po męsku” rozmawiać o trudnych rzeczach. Czyli: „nie podoba mi się to, co robisz, powinnaś tymi i tymi rzeczami się zająć”. Zamiast tego kumulujemy w sobie złość, a ponadto znajdujemy sobie „sojuszników naszej złości”. Czyli obgadujemy tę osobę przed kimś innym! Na koniec jest wybuch frustracji i wszystko się kończy.

Nie kupuję tego, że macie dużo cech męskich i jesteście takie jak my z Dorotą (śmiech)! Co naprawdę zadecydowało o waszym sukcesie?

O.K.: Wyższe cele (śmiech). Mówienie o trudnych rzeczach, z drugiej strony to, że łączyły nas też wspólne pasje. Dobrze się nam razem pracuje.

D.W.: A może po prostu dobrze wam razem wychodził biznes i szkoda było to rozwalić? Może przeważyło to, co racjonalne: układa się właśnie z tą osobą! Może kobiecość nie ma tu nic do rzeczy?

Joanna Piotrowska: Nie zgadzam się z wami, kiedy mówicie, że nie ma solidarności kobiet. Ja każdego dnia doświadczam wsparcia i solidarności z ich strony. Od najmłodszych lat. Na przykład moja babcia zawsze mnie dopingowała, żebym nie była taką grzeczną, ułożoną dziewczynką. To samo mama. W tej chwili jest moją wielką przyjaciółką. Podobnie siostra. Mamy ze sobą dobry, ciepły kontakt i wiem, że możemy na siebie liczyć. No i siostry w feminizmie. Cokolwiek mi się działo w życiu, jakieś potknięcia, przeprowadzki, od błahych rzeczy po poważne trudności – moją rodziną, tutaj w Warszawie, były i są siostry feministki.

Zobacz stronę SOLIDARNOŚĆ KOBIET MA SENS

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »