Tomasz Srebnicki: Jestem „tą trzecią”

fot.123rf

Co zrobić, gdy tkwimy w „trójkącie” – radzi dr Tomasz Srebnicki
Ostatnio dotarło do mnie, że tak nie można, że dłużej tak nie wytrzymam. Niestety, za późno, zakochałam się, a przynajmniej tak twierdzą najbliżsi. Za niecałe pięć miesięcy mają wziąć ślub, boję się, że będzie to trwało do tego czasu i dłużej, a ja nic z tym nie zrobię. Nie umiem kazać mu wybrać: ona albo ja? Dlaczego on mi nie daje spokoju? Dlaczego skazuje mnie na takie cierpienie? Czy może ja się na nie sama skazuję?

reklama

TOMASZ.SREBNICKIDroga Jagodo! Najpierw truizm: na sam fakt zakochania wpływu nie mamy, mamy jednak wpływ na to, co z tym robimy. Bycie „tą trzecią” to niezwykle trudne doświadczenie – z jednej strony jest się wyróżnionym, ale z drugiej – partner z jakichś powodów nadal pozostaje w obecnym związku. Ludzie z reguły nie wchodzą w związki ani poprzez romans, ani poprzez zostanie kochanką. Często takie układy pełnią wiele funkcji, w tym unikania bliskości czy odpowiedzialności, co więcej nie rokują dobrze dla dwojga, ponieważ u ich początków są co najmniej trzy osoby. Dlatego zastanów się, najlepiej z pomocą profesjonalisty, z jakich powodów tkwisz w relacji, w której od początku oprócz miłości jest mnóstwo lęku, niepewności i walki z samą sobą. A gdzie motyle w brzuchu, tańce w deszczu czy romantyczne oświadczyny? Zastanów się, czemu trudno Ci tego doświadczyć.

Więcej listów od czytelników znajdziesz w każdym numerze SENSu w rubryce Listy do psychoterapeuty.

Masz problem, z którym nie możesz sobie poradzić? Napisz do naszego eksperta: sens@zwierciadlo.pl

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »