Słoneczna terapia

fot.123rf

„Spróbuj choć raz odsłonić twarz i spojrzeć prosto w słońce” – śpiewał Varius Manx. Do tego samego przekonuje Sungazing, metoda, która opiera się na starożytnej praktyce Indian, Azteków i Aborygenów. Ale czy można patrzeć słońcu w oczy, bezpiecznie i z pożytkiem dla zdrowia?

reklama

Patrzeć w słońce? Szaleństwo! Słońce parzy, niszczy. Jest agresywne. Szkodliwe. Pojawiają się głosy, że przecież oczy, siatkówka… Że to może zaszkodzić. Przyznaję, to kontrowersyjna metoda, przez niejednego krytykowana i odradzana. Ale są też tacy, którzy mówią o spektakularnych efektach, namawiają, żeby spróbować. Hindus Hira Ratan Manek, twórca Sungazingu, jest przekonany, że regularne wpatrywanie się w tarczę słońca (zgodnie z zasadami) znakomicie wpływa na samopoczucie. Że rezultaty mogą być nieocenione: spokój umysłu, zdrowie fizyczne, witalność… Praktykujący Sungazing twierdzą, że spowalniają procesy starzenia, obniża się poziom stresu, wzrasta poziom energii, poszerza się świadomość.

Czy można patrzeć w słońce?

Jakie są zasady? Przede wszystkim patrzeć na słońce wolno tylko raz dziennie, w wybranych, bezpiecznych porach. Chodzi o pierwszą i ostatnią godzinę przebywania słońca na horyzoncie (trzeba dokładnie sprawdzić godziny wschodu i zachodu). Ale uwaga! Dawki muszą być minimalne – w przeciwnym razie narażasz się na zniszczenie siatkówki! Pierwsza sesja nie może trwać dłużej niż 10 sekund, następnego dnia dodajesz kolejne 10. I tak codziennie, wciąż o 10 sekund dłużej. Przez dziewięć miesięcy. Co prawda Hira Ratan Manek zaleca, żeby w trakcie obserwowania słońca stać bosymi stopami na gołej ziemi, ale nie wszyscy tego przestrzegają. Nie należy też przejmować się utrzymywaniem oczu w bezruchu – mogą mrugać. Ale nie mogą być uzbrojone – trzeba zdjąć soczewki czy okulary.

Przy regularnej praktyce po upływie trzech miesięcy patrzenie w słońce trwa już kwadrans. Sporo. Promienie słoneczne przechodzące przez oko zasilają obszar podwzgórza, stopniowo uaktywniają się móżdżek, przysadka i szyszynka. Podobno zmienia się nastawienie umysłu, problemy życiowe postrzegane są inaczej niż dotychczas, rozpuszczają się niepokoje, fobie, zmartwienia. Inne wyliczane korzyści: znika depresja i lęk przed śmiercią, a umysł osiąga stan równowagi. Pojawia się radość życia, odwaga, zaufanie do siebie. Niektórzy adepci Sungazingu utrzymują, że nawiązują kontakt z osobistą mocą, stają się bardziej współczujący.

W kolejnym okresie patrzenia w słońce (3–6 miesięcy) podobno poprawia się nasz stan zdrowia. Hira Ratan Manek tłumaczy to tym, że oczy otrzymują całe spektrum barw światła słonecznego, które następnie rozprowadzane jest przez mózg do różnych części ciała. Prana dociera do poszczególnych narządów i wykonuje tam stosowne prace regeneracyjne. Przypomina to terapię kolorami (np. nerki zasilane są czerwienią, wątroba zielenią itd.). W tym czasie zmniejsza się zazwyczaj potrzeba spożywania pokarmów. Powód? Znaczna część energii pozyskiwanej z pożywienia wykorzystywana jest do podsycania napięć umysłowych. A kiedy te napięcia rozpuszczają się, kiedy umysł staje się spokojny… Cóż, nie ma potrzeby tyle przeżuwać.

Po upływie dziewięciu miesięcy (44 minuty patrzenia!) czas zakończyć terapię. Można wracać do niej co jakiś czas, by utrzymać wysoki poziom energii w ciele. Jednocześnie Hira Ratan Manek zaleca codzienne chodzenie boso przez 45 minut jako praktykę uziemiającą i doładowującą organizm (cóż, w naszym klimacie to nie lada wyzwanie). Poza tym ze względu na ograniczenia w dostawie promieni słonecznych – nie jest łatwo przejść u nas pełen, 9-miesięczny proces.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »