Social travelling: podróżuj i pomagaj

Materialy Prasowe GloBall 2012

Postanowił poznawać egzotyczne kraje, niosąc jednocześnie pomoc ich mieszkańcom. Jego wyprawy to coś więcej niż podróżowanie. Mateusz Zmyślony – na co dzień dyrektor agencji reklamowej, a po godzinach popularyzator idei social travellingu.
Jako stowarzyszenie DOOKOŁA zebraliście w Polsce tysiąc piłek do nogi, zawieźliście je do Afryki i w cztery miesiące rozdaliście, rozgrywając z tubylcami ponad 40 meczów. Jak zrodził się pomysł na tę wyprawę?

reklama

Przez kilka lat spotykaliśmy się na zachodniej Ukrainie podczas wyjazdów off-roadowych. Z miejscowymi graliśmy mecze, wchodziliśmy w bliższe relacje, raz nawet zawieźliśmy sprzęt edukacyjny do szkoły w Limnej. W ten sposób walczyliśmy z tamtejszą niechęcią do Polaków. Stopniowo coraz bardziej się w to angażowaliśmy, zrozumieliśmy, że wżyciu nie chodzi jednak o szaloną jazdę przez błoto. Byliśmy ludźmi z różnych środowisk, ale połączyła nas wspólna myśl zrobienia czegoś dobrego. Większego. Kierunek wyprawy był jasny: Afryka. Szukaliśmy tylko klucza do tego kontynentu. Idei.

W tamtym czasie Polska i Ukraina dogadały się, by wspólnie ubiegać się o możliwość prowadzenia Euro2012. Moja agencja reklamowa pomagała obu rządom osiągnąć cel. Nikt w nas nie wierzył, więc gdy Platini pokazał werdykt UEFA: „Polska i Ukraina” − przeżyłem jeden z piękniejszych momentów mojego życia.

Ito było główną inspiracją do powstania idei GloBall?

Tak. Po mundialu w2010 roku w RPA okazało się, że ludzie w Afryce mają fioła na punkcie piłki nożnej, ale nie mają czym w nią grać. Pomyśleliśmy, że zawieziemy im te piłki. Wpasowały się idealnie w komunikację międzykulturową i stały się spoiwem całości. Bo skutecznie łączą ludzi ponad wszelkimi podziałami.

Organizacja wyprawy musiała być olbrzymim wyzwaniem…

Przygotowywaliśmy się ponad dwa lata. By zrealizować projekt, powołaliśmy stowarzyszenie DOOKOŁA. Ogłosiliśmy też akcję: każdy mógł kupić piłkę-cegiełkę i zdecydować, w którym kraju Afryki ją zostawimy. Najpierw kupowaliśmy je w Polsce, potem zamówiliśmy w Pakistanie specjalne, trójwarstwowe, na skaliste tereny Afryki.

Pierwszy mecz zagraliście w Kapsztadzie, w slumsach.

Baliśmy się. Ale okazało się, że tubylcy nas polubili, bo byliśmy pierwszymi białymi, którzy tam wleźli z czymś dobrym. Gdy zagraliśmy z dziećmi, od razu staliśmy się swojakami i mieliśmy własną ochronę od wszelkich niebezpieczeństw i gangów. Podczas każdego meczu rozegranego w Afryce było tak, jakbyśmy sobie wykupili u mieszkańców uśmiechniętą polisę ubezpieczeniową.

Graliście z żołnierzami, kobietami, a nawet z matką z dzieckiem na plecach.

Wszyscy tam z nami grali! Od dzieci po starców. Ortodoksyjni żydzi, muzułmanie, Masajowie, plemię Himba w Namibii i Turkana w Kenii. Ja najlepiej wspominam mecz w Chorsomaloria – to była pierwsza wioska w Etiopii, którą odwiedziliśmy. Typowa Afryka: ludzie uśmiechnięci, naturalni, fajni. Gigantyczny tłum, duża szkoła. Mecz był fantastyczny, zacięty, bo grały z nami wyrośnięte nastolatki. Nieprawdopodobne emocje. Nadmuchaliśmy też wielką piłkę i postawiliśmy maszty z flagami. Oni czuli się, jakby przyjechał do nich jakiś cyrk z mundialem. Po meczu zebrała się rada starszych, były modły. Wyściskali nas, apotem kilkusetosobowy tłum odtańczył rytualny taniec, trzymając piłki nad głowami. Niezwykłe. Prostym meczem sprawiliśmy im tyle radości! W szkole nie było ani jednej piłki, więc tych kilkanaście, które od nas dostali, to był zapas na kilka lat. Czad

Każdy mecz był inny. W Etiopii, na przełęczy na wysokości 4100 m n.p.m., odbijaliśmy piłkę z żołnierzami. Podczas gry nawet nie zdejmowali kałachów. Spektakularny był też mecz z trzema lwami…

Lwami?!

W Zambii, w środku dla porzuconych lwiątek. Były młode, trochę oswojone, ale nie z cyrku. BHP przy nich było proste – mogliśmy z nimi grać, kiedy one były najedzone. Wtedy są nieagresywne. Ja godzinę spacerowałem z samicą, trzymając ją za ogon. Podczas meczu wszyscy błyskawicznie podawali piłki, bo lwy były bardzo szybkie (śmiech).

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »