Debata: Kobieta kobiecie suką?

Która z nas nie została choć raz zdradzona przez inną kobietę: bliską przyjaciółkę, dobrą koleżankę z pracy? PAULINA MŁYNARSKA pyta BEATĘ TADLĘ, JOANNĘ HORODYŃSKĄ i MARZENĘ CHEŁMINIAK, czy mimo to solidarność kobiet ma sens.
Chciałabym, żebyśmy skupiły się na solidarności kobiet w relacjach, niekoniecznie zawodowych.

Joanna Horodyńska: Życie zawodowe czasem rzutuje na osobiste.

reklama

Twoje życie zawodowe jest mocno przemieszane z osobistym?

J.H.: Czasem się tego nie da oddzielić, zwłaszcza w kontekście solidarności kobiet. Ja mam z tym problem.

Dlaczego?

J.H.: W show-biznesie często wpadamy w doły, które nam kopie dobra koleżanka czy nawet przyjaciółka. Obserwuję to od 20 lat… Boże, to straszne, ale ja już 20 lat jestem w show-biznesie (śmiech)!

Ja jestem 30! Nie martw się (śmiech).

Marzena Chełminiak: Ja 25, pogodzę was.

Beata Tadla: A ja 24.

J.H.: Więc jestem najmłodsza? Fajnie! Wracając do solidarności kobiet, ja trochę się barykaduję.

Wyuczona nieufność, znam, znam…

B.T.: Wchodzimy w zjawisko pod tytułem konkurencja pomiędzy kobietami?

M.Ch.: Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale w relacjach prywatnych jesteśmy ze sobą solidarne. Przyjaciółki, siostry, dom, znajomi – tam jest solidarność.

Nigdy nie rozczarowała cię druga kobieta?

M.Ch.: Nie patrzę na to przez pryzmat płci. Człowiek rozczarowuje się drugim człowiekiem…

J.H.: Nie mogę się zgodzić. Jeśli krzywdę czy przykrość zrobiłaby mi osoba, która przechodzi ulicą i mnie nie zna, to nie ma to dla mnie znaczenia. Jeżeli jest to ktoś bardzo bliski, przyjaciółka, która odbiera mi miłość mojego życia…

Przeżyłaś coś takiego?

J.H.: Przeżyłam… Chodziło o ważną osobę, która była w moim sercu. Jak to przetrwać? Nie potrafię wymazać ze swojej pamięci czegoś złego, co mi ludzie zrobili, noszę to w sercu do końca życia.

B.T.: A ja odwrotnie, szybko zapominam.

J.H.: Ach, to zazdroszczę!

B.T.: Nie żywię urazy do ludzi. Podobnie jak Marzena, mam w swoim najbliższym otoczeniu wyłącznie dobre przykłady. Przyjaźnię się z kobietami, które reprezentują różne branże. Pomiędzy nami nigdy nie było konkurencji, być może dlatego, że żadna nie myślała o zajmowaniu miejsca tej drugiej. A może po prostu dobrałyśmy się pod względem systemu wartości i podobnych temperamentów. Z dziewczynami, które są wokół mnie, potrafimy się wspierać, wyczuwać wzajemne nastroje. Porozumiewamy się bez słów, wiemy, kiedy trzeba którąś wyciągnąć z dołka. Ale jest też tak, że na inne kobiety czasem patrzymy z innej pozycji – bywa, że obmawiamy je, bo może same chcemy poczuć się lepiej…

Czyli my w naszym małym klanie jesteśmy fair, ale pojedziemy sobie po koleżankach z innego kręgu.

B.T.: Nie chciałabym tego generalizować. Wracamy tutaj do tematu pracy, to jest najczęstszy obszar, w którym tej solidarności nie ma. Chociaż byłam ostatnio na konferencji dotyczącej kobiet w zarządach i tam pojawił się temat mentoringu, który mi się bardzo spodobał. Kobiety, które już coś osiągnęły w życiu, zaczynają wspierać w tych samych branżach te, które dopiero tam wchodzą. My, kobiety, mamy to do siebie, że zbyt długo przekonujemy same siebie, że jesteśmy coś warte, mądre, doświadczone i merytorycznie przygotowane.
Mentorki są nam bardzo potrzebne, żeby nas wyciągać z tych naszych piwnic psychicznych.

Cieszę, że tak szybko padło hasło „mentoring”, bo mam je tutaj w „liście dań” na dziś. Jednak pod przewrotnym szyldem: „fałszywa moneta” – wsparcie, które nie jest wsparciem. Które bazuje na pasywnej agresji: „Ja cię wspieram, moja przyjaciółko, ale w ten sposób pokazuję ci, jak niewiele jesteś warta, jaka ja jestem świetna na twoim tle!” albo „Wspieram cię we wszystkim, dzielę się swoją wiedzą, ale to ma swoją cenę! Jesteś moją własnością!”. Wydaje mi się, że takie relacje między kobietami zdarzają się często i bywają nazywane prawdziwą przyjaźnią.

M.Ch.: Mnie się coś takiego zdarzyło. Na mojej drodze pojawiła się dziewczyna, która bardzo miękko weszła we wszystkie moje sprawy. Poznała wszystkich moich znajomych, zaprzyjaźniła się z moją rodziną i w pewnym momencie doszło do tego, że cały mój świat postrzegał ją jako moją przyjaciółkę. Aż poczułam się tą relacją przytłoczona, bo stawała się coraz bardziej toksyczna.

B.T.: Która z nas tego nie zna? Podałabym co najmniej kilka przykładów ze swojego życia.

J.H.: A ja miałam naprawdę najszczerszą przyjaciółkę – najszczerszą! Która była ze mną w bardzo trudnych sytuacjach, również chorobowych, szpitalnych, trzymała mnie za rękę, walczyła razem ze mną o mężczyznę, o którego ja walczyłam, coś niesamowitego! I na koniec okazało się, że chodziło tylko o to, żebym jej pomogła zawodowo. Kiedy to nie wyszło, odtrąciła mnie, twierdząc, że powiedziałam o niej coś złego – już nie będę przytaczać całej historii. Doznałam w życiu odtrącenia od trzech najbliższych przyjaciółek.

Opowiesz o dwóch pozostałych?

J.H.: Nie, to byłoby zbyt brutalne, ale rzeczywiście myślałam, że jest pełna solidarność między nami.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »