Świat jest taki jakim go widzimy; felieton Marzeny Chełminiak

fot. iStock

„Jeździ pani za granicę? Naprawdę? Nie boi się pani? My z siostrą też kiedyś jeździłyśmy, kochamy Paryż, ale teraz nie podróżujemy. Jest niebezpiecznie. A widziała pani ten pożar w Londynie? A słyszała o tej Polce zamordowanej za granicą? Oni jej to zrobili. Biedna dziewczyna”. Mijała kolejna minuta strasznych opowieści, których autorką była trzydziestoparoletnia na oko dziewczyna.

„Mężczyznom nie wolno ufać. Ja z siostrą mamy dużo doświadczeń. Wykorzystają i oszukają. Trzeba być czujną. Za granicę wywiozą. Sprzedadzą jako dziewczynę do towarzystwa. I jeszcze chorobami zarażą” – opisywała dalej swój świat.

Zaczęłam się zastanawiać, czy pochodzimy z tej samej planety. Czy żyjemy w tych samych czasach. Do rozmowy włączyła się około pięćdziesięcioletnia kobieta z Belgii. Do Polski przyjechała w celach naukowych. Próbowała bronić Europy.

„To po co pani tu przyjechała?” – odburknęła nerwowo specjalistka od czarnych barw. Speszona Belgijka natychmiast zamilkła. „Aaa, to tak wygląda w praktyce zmaterializowane zdanie, że mamy to, w co wierzymy” – pomyślałam. Tamta dziewczyna wierzyła w zło. I dużo go wokół siebie miała.

Na szczęście poznałam też pewną rodzinę podróżników. Przyjechali do radia na wywiad. Nie są jedynymi, wiele par podróżuje z małymi dziećmi, trochę na dowód, że rodzicielstwo nie odbiera pasji i możliwości bycia razem poza domem. Ale ta rodzina była dość wyjątkowa. Składała się z taty – pracownika dużej firmy, mamy urzędniczki i nastoletnich dzieci. Rodzice postanowili zrobić córce i synowi rok przerwy w szkole na naukę życia w realu. Cel: objechać świat, zobaczyć kraje biedniejsze od Polski, poznać kultury zupełnie inne niż nasza, nie zabierać gier komputerowych, nie korzystać ze smartfonów, spać u ludzi, a nie w wygodnych hotelach i być non stop razem. Czekało ich jeszcze jedno zadanie. Przed wyjazdem dzieci miały przygotować prezentację o Polsce i pokazywać ją tam, gdzie ktoś zechce ją oglądać. Pewnie najczęściej w szkołach.

Nadal jestem nimi zauroczona. I pomysłem rodziców na wychowanie dzieci na otwartych, dobrych, tolerancyjnych i wrażliwych ludzi. Czy świat będzie im się jawić jako jedna wielka pułapka, czy raczej jako jedna wielka możliwość? Czy w innych będą widzieć zagrożenie, czy szansę? Czy będą rzeczywistość wyłącznie opisywać, czy ją współtworzyć? Tego nie wiem, ale wiem jedno. Nie chciałabym żyć w świecie tamtej dziewczyny, który tylko ją oszukuje, wybieram życie w świecie rodziny, który daje dużo życzliwości i dobra.

 

Marzena Chełminiak: dziennikarka, w Radiu Zet prowadzi w soboty i niedziele autorski program „Życie jak marzenie”, life coach z pasji i wykształcenia.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »