Amisze – ludzie z innej epoki

Magdalena Jurkowska Bogusz / Dorożka zastępujaca Amiszom samochód

Są nienowocześni, ale na pewno nie prymitywni. Doskonale wiedzą, że obok ich świata istnieje również ten bogaty i wygodny. Jednak świadomie go odrzucają.
Przez chwilę zastanawiałam się czy aby na pewno jest to XXI wiek i jestem w Stanach Zjednoczonych, w których wszystko jest nowoczesne i zautomatyzowane, modne są kuse spódniczki, a dziewczyny prawie nigdy nie wychodzą na ulicę bez makijażu. Gdzie brak samochodu nie wchodzi w grę, a manualna skrzynia biegów to przeżytek. Wszystko się zgadzało, byłam 40 mil na południowy wschód od Cleveland, w stanie Pensylwania, w wiosce Amiszów, których z Amerykanami nie łączy nic więcej prócz języka.

reklama

Z szafy prababci

Dookoła rozpościerały się złote pola zbóż, na nich pracowali jacyś mężczyźni. Prezentowali się dość osobliwie: długie brody, ale bez wąsów, na głowach słomiane kapelusze, koszule bez kołnierzyków, a do spodni przymocowane ciemne szelki. Niektórzy ubrani byli dodatkowo w kamizelki zapinane na haftki. Spokojnie i bez widocznego pośpiechu układali słomę w charakterystyczne snopki. Nie było traktorów. Jedyną siłę pociągową stanowiły konie.

Po chwili na drodze zobaczyłam dwie kobiety, których prosty i skromny strój zdecydowanie różnił się od moich jeansów i bluzy z kapturem. Na długich spódnicach powiewały białe fartuchy z doszytą falbanką u dołu, na głowach widniały czepki, a w dłoniach znajdowały się duże wiklinowe kosze wypełnione marchwią i ziemniakami.

Amisze wskazówek dotyczących „mody” szukają w Biblii. Strój musi być skromny, w stonowanych, najlepiej ciemnych kolorach, pozbawiony jakichkolwiek ozdób. Mężczyzna po ślubie nie goli brody, a kobieta nie może ścinać włosów. Są sobie fryzjerami, projektantami, jak również krawcami. Dziewczęta od najmłodszych lat uczą się szyć ubrania na własny użytek – dla siebie, męża i dzieci.

Technologia to samo zło

Ich domy wydały mi się bardzo duże. W ogródkach biegały gromadki roześmianych dzieciaków grających w piłkę lub bawiących się w berka. To, co zwróciło szczególnie moją uwagę, to brak anten telewizyjnych i sieci elektrycznej. Nad zabudowaniami górowały jedynie wiatraki napędzające pompy wodne i młyny. Na podwórkach nie widziałam samochodów, a jedynie czarne powozy na drewnianych kołach, z zaprzęgniętymi końmi.

Amisze są negatywnie nastawieni do wszelkich nowinek technologicznych. Uważają, że elektryczność, telefony, telewizja, czy samochody osłabiają więzy rodzinne i sprowadzają prostych ludzi na złą drogę. Dlatego żadnej z nich nie mogą posiadać. Nasze dzieci nic nie tracą tylko dlatego, że nie mają telewizora w domu.Nie nudzą się. Zawsze bawią się razem, są zajęte od rana do wieczora. – zapewnia Jakub, ojciec siedmiorga dzieci – Uczą się i pomagają nam, pracują w ogródku, żyją w zgodzie z naturą.

We wspólnocie dozwolona jest jedna budka telefoniczna, z której skorzystać mogą tylko w razie nagłej potrzeby. Nie mogą być właścicielami samochodów, ale mogą być pasażerami. Kiedyś w swojej stodole ukrywałem mały rowerek, który należał do najmłodszego dziecka – wspomina John, który przez 5 lat był sąsiadem rodziny Amiszów – poprosił mnie o to ojciec chłopca, bo gdyby ktoś ze wspólnoty dowiedział się, że jego syn posiada rowerek, mógłby być za to ukarany. Jak się okazuje to kolejna rzecz, której Amisze nie mogą posiadać.

Religia czy sekta?

Korzeni religii Amiszów należy szukać w Szwajcarii w XVI wieku, gdy narodził się anabaptyzm (inaczej nowochrzczeńcy). Jego zwolennicy opowiadali się za przyjmowaniem sakramentu chrztu w wieku dorosłym oraz idąc za przykładem Jezusa Chrystusa wybaczali wszelkie krzywdy i prześladowania.

W 1693 roku Jakub Ammann, założyciel Kościoła Amiszów, opowiedział się za większym radykalizmem w dziedzinie wiary, domagając się rygorystycznego traktowania wiernych oraz uregulowania przepisami religijnymi wszystkich dziedzin życia.

Wyznawcy żyją według the Ordnung, ustnych zasad normujących wszystkie aspekty życia, których podczas chrztu przysięgają przestrzegać. Amisze nie prowadzą działalności misyjnej oraz nie przyjmują do swej wspólnoty konwertytów. Wierzą, że człowiek jest przeznaczony przez Boga albo do zbawienia albo do potępienia. Jeśli ktoś ma być zbawiony urodzi się we wspólnocie Amiszów, pozostali zostaną potępieni.

Z czego żyją

Jakub rozpoczyna pracę o 4 rano. Dogląda zwierząt, idzie na pole. Potem wraca do warsztatu stolarskiego, w którym spędza resztę dnia. Wspólnie z żoną Anną i dziećmi prowadzą farmę. Nie jest ona duża, ale pozwala na utrzymanie rodziny. –Żywimy się tym, co da nam ziemia. Nie mamy zbyt dużo pieniędzy, ale nie są nam one potrzebne do szczęścia – powiedziała Anna.

Korzystając z okazji kupiłam pomidory i masło własnej roboty. Warzywa nie były skażone chemią, a masło smakowało jak to, które dawno temu robiła babcia.

Anna pokazała mi również przepiękne narzuty na sprzedaż, które uszyła wspólnie z córkami, a Jakub pochwalił się zrobionymi przez siebie drewnianymi meblami.

Większość rodzin utrzymuje się z uprawy ziemniaków, prosa, jęczmienia, kukurydzy czy pszenicy. Podczas zbiorów pracują całe rodziny. Do prac polowych, jako siły pociągowej używają tylko zwierząt. Ich warzywa są chętnie kupowane przez turystów i sąsiadów, ponieważ do ich uprawy używane są jedynie naturalne nawozy. Mężczyźni trudnią się rzemiosłem, a kobiety wyszywają, haftują, pieką ciasta i robią przetwory.

Szkoła to nie wszystko

Edukacjakończy się tu w wieku 14 lat. Nikt nie idzie do szkoły średniej i collegu. Amisze nie wysyłają dzieci do szkół publicznych i uważają, że nie potrzeba im wykształcenia wyższego. Każda wspólnota buduje swoją szkołę, w której nauczycielką jest najczęściej jedna z jej absolwentek – niezamężna dziewczyna. Nie ma ona specjalnego przygotowania do wykonywania tego zawodu.

Po skończeniu edukacji młodzi chłopcy przyuczają się do prac rzemieślniczych, a dziewczynki w dalszym ciągu pomagają przy pracach domowych.

Rodzina to podstawa

Każdy dzień wygląda podobnie: Anna zajmuje się domem, Jakub pracuje w polu, dzieci bawią się w ogrodzie. Po południu wszyscy spotykają się przy stole, aby wspólnie zjeść obiad. Jak w każdej rodzinie i tutaj istnieje podział obowiązków. I choć Jakub jest jej głową, to wszystkie decyzje podejmuje wspólnie z Anną. Wyszłam za mąż w wieku 16 lat. Nasz dom pomagała nam budować cała wspólnota – mówi Anna – Nasza pierwsza córka urodziła się rok później, a teraz jesteśmy szczęśliwą, 9-cio osobową rodziną. W ich prostym, pozbawionym wygód życiu najważniejsza jest właśnie ona – rodzina, która najczęściej jest wielodzietna oraz wielopokoleniowa, dlatego ich domy są takie duże. Nowożeńcy nie stawiają swych domów na oddzielnych działkach, ale dobudowują do domu rodziców panny młodej. W budowie pomaga cała wspólnota. Na pomoc można liczyć także w nieszczęściu, gdy komuś np. spłonie dom.

Odizolowani od świata Amisze tworzą samowystarczalne społeczności, w których istnieją jasne zasady i reguły życia. Skupiają się na modlitwie, uprawie pola i zacieśnianiu więzi rodzinnych. Twierdzą, że spokojne i szczęśliwe życie nie wymaga nowego samochodu, dużego telewizora i najmodniejszych ciuchów. Wystarczy żyć w zgodzie z naturą i na pierwszym miejscu stawiać rodzinę.

Czy rzeczywiście jest to panaceum na problemy współczesnej cywilizacji…?