Edynburg – pamięć miejsc

Corbis

Wszystkie miasta mają swoje legendy. Jedne bardziej ciekawe, inne bardziej prawdziwe. Im mniej potwierdzonych danych, zapisów historycznych, tym większa przestrzeń dla narodzin niewiarygodnych historii. Czy są tylko wymysłem?
Edynburg jest wyjątkowym miejscem, ze względu na swoją malowniczość i związek ze średniowiecznymi, często dość makabrycznymi opowieściami. Niesamowite jest już samo usytuowanie miasta – zbudowano je na skalistych stokach wygasłego wulkanu, urwiskach obmywanych przez wody Morza Północnego. Wiatr wieje tu niemal bezustannie, a świt i zmierzch toną we mgle. W takiej atmosferze nietrudno wyobrazić sobie psa Baskerville’ów z powieści słynnego edynburczyka Arthura Conan Doyle’a.

reklama

Stare i nowe

Stolica Szkocji ma dwie twarze. Jedną jest magiczne Old Town z XVII-wiecznymi kamienicami, charakterystycznymi wieżyczkami, krętymi zaułkami i mrocznymi opowieściami. Drugą natomiast nowoczesne New Town, które ze swoimi szerokimi ulicami, szklanymi biurowcami i bankami stanowi przeciwwagę Starego Miasta.

Na wzgórzu, na kraterze wulkanu, góruje nad miastem średniowieczny zamek, nigdy niezdobyty przez najeźdźców. Na jego dziedzińcu widnieje Witches’ Fountain (Fontanna Czarownic). Spalono tu około 300 kobiet skazanych za uprawianie czarnej magii.

Royal Mile (Królewska Mila), to trakt łączący zamek z pałacem Holyrood (Święty Krzyż), wzdłuż której usytuowane są główne atrakcje turystyczne. W stylowych kamienicach mieszczą się sklepy z pamiątkami i antykami, a także puby i kawiarnie. Klimat starego Edynburga zaprasza, by zanurzyć się w średniowiecznych zaułkach.

Podziemne miasto

Klucząc ciemnymi zaułkami łatwo zrozumieć, skąd czerpała inspirację J.K. Rowling, kiedy tworzyła historię o Harrym Potterze, który „przyszedł na świat” właśnie w Edynburgu. Wąskie przejścia pomiędzy budynkami do złudzenia przypominają zaczarowane uliczki z książek o małym czarodzieju. W jednym z takich przejść znajduje się Mary King’s Close. Historia tego miejsca nie jest jednak bajkowa. Mary King’s Close to fragmenty średniowiecznych kamienic, korytarzy i ulic, które znalazły się pod ziemią w wyniku dobudowywania kolejnych pięter. Niegdyś miasto było otoczone murem i mieszkańcy mogli powiększać swoją przestrzeń życiową jedynie w górę. Tak powstała sieć ciemnych zaułków i korytarzy, gdzie zamieszkali najubożsi. W XVIII wieku wybudowano tu gmach The Royal Exchange, a biedotę przeniesiono do innych dzielnic.

Na paręset lat zupełnie zapomniano o ulicach w podziemiach miasta. Odkryto je przypadkiem w 1989 roku. Przez kolejne lata z piwnic wydobywano gruz i prowadzono w nich badania archeologiczne. Znaleziono wiele śladów życia ludzi z minionych epok – naczynia, zabawki i ogromne ilości muszli ostryg, które były typowym pożywieniem klasy robotniczej. W 2003 roku zakończono wykopaliska, a podziemia zostały otwarte dla turystów.

Dziś, aby zajrzeć do średniowiecznego świata, można wybrać się na wycieczkę po Mary King’s Close. Przewodnicy przebrani za postacie z epoki są doskonale przygotowani merytorycznie i znają mnóstwo legend z XVI i XVII wieku. Ciekawostką jest, że miejsce to uważane jest za jedno z najbardziej nawiedzonych na świecie.

Licznie odwiedzają je nie tylko turyści, także badacze zjawisk paranormalnych, a nawet łowców duchów, żeby… No właśnie, żeby co? Dlaczego tak ciągnie nas do rzeczy osobliwych?

Joanna Blajerska, psycholog z dziennego oddziału psychiatrii w Gdyni, uważa, że ludzie zaspokajają w ten sposób różne potrzeby i poszukują mocnych wrażeń. – Potrzeba przeżywania silnych emocji potrafi być jak narkotyk. Strach, jakiego doznajemy w tzw. nawiedzonych miejscach, jest jednak kontrolowany. To my decydujemy, kiedy z nich wyjść – mówi. – Od wieków ludzi fascynuje to, co niewyjaśnione. Podróżując do miejsc naznaczonych śmiercią liczymy na to, że przeżyjemy coś, co pozwoli nam zrozumieć, przekroczyć tę granicę.

Duchy przeszłości

Jedna z legend opowiada, że historia Mary King’s Close sięga XVII wieku, kiedy do Szkocji dotarła dżuma i zdziesiątkowała ludność. Edynburg tamtych czasów nie był miejscem urokliwym. Mówiono o nim „Stary Kopciuch”, ze względu na dymiące kominy i niewyobrażalny smród z rynsztoków. Nie było kanalizacji, więc ludzie wylewali nieczystości przez okna wprost na ulice. Brak higieny, bieda sprzyjały rozwojowi chorób. Za źródło dżumy uznano właśnie Mary King’s Close, gdzie mieszkali najbiedniejsi. W roku 1644 władze miasta podjęły decyzję o zamurowaniu ulicy z dwóch stron, chcąc zrobić kwarantannę dla jej mieszkańców, ale tym samym skazały setki z nich na śmierć. Po roku, kiedy odmurowano wejście, znaleziono w środku 600 nieżywych osób i wiele martwych zwierząt. Nikt nie chciał zająć się pochówkiem zwłok.

Wciąż jeszcze panował paniczny strach przed zarazą. W końcu dobrze opłaceni rzeźnicy pocięli ciała na mniejsze części, aby je można było przetransportować i pochować w wielkim masowym grobie.

Ludzie przybywający tam z całego świata doświadczają dziwnych doznań. Zdarza się, że dostrzegają te same rzeczy, np. ducha małej dziewczynki, która płacze, bo zgubiła lalkę. W podziemiach jest nawet jej specjalny pokój, gdzie turyści zostawiają zabawki. Inni dowodzą, że zobaczyli cienie zwierząt bez głów. Znane są też relacje ludzi, którzy niczego nie widzieli, ale źle się poczuli fizycznie. Na zasłabnięcia czy omdlenia organizatorzy są również przygotowani. W razie potrzeby przewodnik kontaktuje się z obsługą i w ciągu chwili pojawia się personel, który wyprowadza taką osobę na zewnątrz, a pozostała grupa kontynuuje zwiedzanie.

Jeśli wielu ludzi z różnych części świata doświadcza w danym miejscu szczególnych rzeczy, to czy jest to tylko zbiorowa halucynacja, histeria? Czy możliwe, że pozostała tu energia minionych zdarzeń? Czy miasta mają swoją pamięć? – Opierając się na metodach naukowych i danych medycznych, możemy być pewni istnienia zbiorowej świadomości i jej wpływu na jednostki – twierdzi neurolog Mariusz Andruszkiewicz. – Pojęcie „energia” nie dotyczy tylko materii ożywionej. Przenika także istoty żywe i świat nieożywiony. Jest w ciągłym ruchu, przemianie. To sprawia, że doświadczenia ludzi w określonych miejscach, np. kaźni setek zwierząt, nie są przypadkowe. Rzeczy wzajemnie na siebie wpływają i są ze sobą w stałym, dynamicznym związku, nie można ich oddzielić. Bo jak mówią buddyjscy mistrzowie medytacji, przestrzeń jest informacją.

W Edynburgu mamy w czym wybierać, jeśli chodzi o podobne doznania, a ukoronowaniem takiej wyprawy powinna być szklaneczka whisky w Nicol Edwards – najstarszym pubie, który podobno też jest nawiedzony.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »