Gdy biuro podróży bankrutuje

Gdy biuro podróży bankrutuje
123rf.com

Bankructwo biura podróży dotkliwie odczuwają turyści, którzy muszą przerwać wypoczynek, a także ci, którzy na zaplanowane wakacje nie pojadą. Jak w takiej sytuacji zachować zimną krew? A przede wszystkim, co zrobić, żeby uchronić się przed trudnościami w przyszłości?
Stuprocentowej pewności, że unikniemy niespodzianek nie ma. Możemy jednak znacznie zminimalizować ryzyko związane z bankructwem biura podróży. Na przykład dzięki temu, że dokładnie sprawdzimy, kto de facto odpowiada za nasz wypoczynek – bardzo często jest tak, że kupujemy wycieczkę w agencji, która działa jako broker wielu różnych organizatorów. Kiedy już wiemy, z jakim biurem jedziemy, to sprawdźmy, czy operator ten ma licencję i wykupione ubezpieczenie.

Poszukiwania zaczynamy w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych. Tam dowiadujemy się, czy biuro działa legalnie i czy nie rozpoczęła się procedura wykreślania z ewidencji. Dodatkowo możemy zwrócić się o rekomendację do Polskiej Izby Turystyki, izb regionalnych i zapytać rzecznika konsumentów, czy klienci nie skarżyli się na tego organizatora. Wielu turystów (za radą dziennikarzy niestety) sugeruje się opiniami internautów. To może być metoda zawodna, bo na wielu forach tematycznych wypowiadają się przedstawiciele firm, a celem ich postów jest marketing, a nie rzetelne informowanie.

Jeśli chcemy mieć pewność, że sytuacja finansowa naszego operatora nie pogorszy się w trakcie naszego wypoczynku, możemy sprawdzić, czy biuro znajduje się w Krajowym Rejestrze Długów. Takie postępowanie jest uzasadnione, bo w ciągu ostatnich 2 lat liczba zadłużonych biur podróży notowanych w Krajowym Rejestrze Długów gwałtownie wzrasta. O ile w lutym 2011 roku było ich 150, to w lipcu ubiegłego roku już 204. Gwałtowny wzrost wpisów nastąpił po poprzednim sezonie. W lutym tego roku w KRD notowanych było już 426, a na koniec czerwca 446 spośród ok. 3,2 tys. licencjonowanych organizatorów turystyki.