Kaloryfer to rosyjski wynalazek

Muzeum Żelazka

Rosja to nie tylko złote kopuły cerkwi prawosławnych i pomniki Lenina. Na zdeterminowanego podróżnika czeka tu mnóstwo niezwykłych atrakcji – od muzeum żelazka do pomnika walonka czy kaloryfera.

reklama

Muzeum to niekoniecznie musi być nuda. Może się o tym przekonać każdy, kto wybierze się do wsi Wasiliewo w obwodzie twerskim na północ od Moskwy i zawita do Muzeum … powietrza. W aptekarskich fiolkach i buteleczkach zgromadzono tam ponoć oryginalne powietrze sprzed stu, a nawet dwustu lat. Wprawdzie unikalnej mieszkanki gazów nie da się powąchać, ale za to można na nią popatrzyć. Ponoć przemawia do wyobraźni.

Warto wybrać się do Peresławia Zaleskiego – tam za jednym zamachem można odwiedzić  Muzeum żelazka i Muzeum czajnika. W tym pierwszym można posiąść wiedzę eksperta od prasowania, studiując ponad dwieście eksponatów żelazek od węglowych przez spirytusowe po elektryczne. Muzeum czajnika oferuje równie bogatą kolekcję sprzętu do parzenia herbaty – od czajników przez filiżanki, talerzyki, łyżeczki po … lepy na muchy.

Na ludzi o mocnych nerwach czeka w Tambowie Muzeum grzechu. Ta przewrotna nazwa nie charakteryzuje jednak precyzyjnie tamtejszej ekspozycji. Miejscowy lekarz-patolog zebrał w muzeum części ciała – dowody lub ślady najróżniejszych ludzkich przewinień, grzechów, słabości. To np. palec kochanka oderwany podczas ucieczki przed zdradzanym mężem czy czterookie niemowlę – dziecko kobiety z chorobą alkoholową. Podobną skłonność do gromadzenia dziwactw przyrody miał jeden z rosyjskich władców – Piotr Wielki. W założonym przez niego pierwszym muzeum w historii Rosji (ma się rozumieć, w Petersburgu) oprócz etnograficznych eksponatów z różnych części świata, znalazły się także zdeformowane płody i inne zanurzone w formalinie anomalia przyrodnicze. Imperator uważał bowiem, że pokazanie ludziom tych „osobliwości” i wyjaśniając je naukowo, można będzie skuteczniej walczyć z przesądami.

A skoro o przesądach mowa, to im także poświęcono oddzielne muzeum. Muzeum mitów i przesądów ludu rosyjskiego, gdzie spotkać można Babę Jagę i innych bohaterów zbiorowej świadomości, znajduje się w nadwołżańskim Ugliczu, gdzie zresztą można odwiedzić także Muzeum wódki (kieliszek trunku w cenie biletu).

Dla tych, którzy nie mają czasu na podróże poza Moskwę, sporo ciekawostek oferuje sama stolica. Naturalnie, oprócz długiej listy „tradycyjnych” muzeów i galerii, które można znaleźć w każdym przewodniku. Żeby długo nie szukać – jest tu np. Muzeum Kradzieży Samochodów,  w którym można znaleźć wszystko, co wiąże się z tematem. Dowody rzeczowe, zrujnowane zamki, narzędzia zbrodni, fałszywe dokumenty, a także systemy zabezpieczeń – zarówno te najsolidniejsze, markowe, jak i konstrukcje domowej roboty.

W rosyjskiej stolicy można też zajrzeć do Muzeum żywienia zbiorowego. I chociaż nazwa bardziej kojarzy się z sowiecką stołówką czy barem mlecznym, odwiedzający nie znajdzie tam nic z tych rzeczy. Muzeum to hołd dla mistrzów sztuki kulinarnej, dlatego można tam odbyć historyczną podróż po restauracjach, zobaczyć starodawne stroje, naczynia i przepisy, ale także „kuchnię XXI wieku”.

 

Równie szerokim polem do popisu co działalność muzealna, okazała się twórczość pomnikowa. Wprawdzie pierwszym skojarzeniem każdego, kto choć raz był w Rosji, są pomniki Włodzimierza Lenina, bo takie znajdują się praktycznie w każdym rosyjskim mieście czy wiosce. Ale nie należy się zrażać – cierpliwy turysta, który gotów jest zboczyć z głównych ulic i placów centralnych, w wielu rosyjskich miastach znajdzie o wiele ciekawsze statuetki. Wiele z nich to lokalne atrakcje, których sława dotąd nie wyszła poza ziemię ojczystą. Ale niektóre uzyskały szeroki rozgłos nawet poza Rosją. Gdzie indziej, jak nie w Rosji powinien się znaleźć pomnik „pielmienia” czyli tradycyjnego pierożka z mięsem, syberyjskiej specjalności? Nabity na widelec pierożek przyozdobił jeden z placów Iżewska. Z wyrobów kulinarnych uwiecznionych w brązie warto jeszcze wspomnieć o pomniku legendarnego sowieckiego serka topionego „Drużba”, który stanął w 2005 roku niedaleko produkujących go zakładów „Karat”. Uwiecznione na pomniku Lis i Wrona ze znanej bajki Iwana Kryłowa już nie kłócą się o ser, ale – przyjaźnie objęci – zgodnie trzymają dwustukilogramowy serek.

Wdzięczności doczekał się nawet kaloryfer. Ponieważ, jak przekonują Rosjanie, wynalazcą kaloryfera był ich rodak, to na 150-lecie tego zbawiennego dla ludzkości wydarzenia, czyli w 2005 roku, w Samarze odsłonięto pomnik grzejnika. Nad nim wyrzeźbiono parapet, na którym leniwie wyleguje się kot. 

Ale ponieważ kaloryfery w Rosji nierzadko odmawiają posłuszeństwa, nieocenione zasługi ma nieśmiertelny walonek, czyli tradycyjny filcowy but, który grzeje sam z siebie, bez konieczności napełniania go gorącą wodą. Dlatego walonek także ma swój pomnik – w Riazaniu.

To zresztą tylko nieliczne przykłady rosyjskiej pomysłowości – nasi wschodni sąsiedzi uwiecznili m.in. hydraulika, babuszkę na ławeczce, walec, a nawet puszkę szprotów.

Jak widać, Rosjanie potrafią przydawać szczególne znaczenie zupełnie z pozoru zwykłym i codziennym przedmiotom czy zjawiskom. Skoro można uwiecznić pieroga czy kaloryfer, to dlaczego by nie wyróżnić także ogórka? Mieszkańcy starorosyjskiego Suzdalu co roku latem obchodzą specjalne święto poświęcone rdzennie rosyjskiej zakąsce – dzień ogórka. Coraz popularniejsza z roku na rok impreza przyciąga coraz więcej gości zarówno z Rosji, jak i zza granicy. „Kto w Suzdalu nie bywał, ten ogórków nie jadał” – mawiają miejscowi zapraszając do udziału w festiwalu ogórkowym.