Karolina Południowa

20 grudnia 1860 r. Karolina Południowa stała się pierwszym stanem, który wystąpił z Unii. Wysiłki Johna C. Calhouna, zwalczającego ze wszystkich sił prawo federalne, nie wystarczyły do zachowania opartego na niewolnictwie gospodarczego i społecznego porządku Południa.
Uznając, że południowy styl życia znalazł się w zagrożeniu, Karolina Południowa anulowała w 1860 r. akt ratyfikacji Konstytucji, opuszczając tym samym Unię. Krok ten doprowadził do wyjątkowo krwawej wojny domowej. Nawet po przegranej w wojnie secesyjnej Karolina Południowa nie zgodziła się przyznać prawa głosu swoim dopiero co wyzwolonym czarnoskórym obywatelom, co zaowocowało wprowadzeniem na pewien czas stanu wojennego. Niechęć do podążania z duchem czasu zadecydowała o tym, że do II wojny Karolina Południowa była zaściankiem. Dopiero po 1945 stanowa gospodarka zaczęła się przestawiać z rolnictwa na prężnie rozwijające się gałęzie przemysłu: odzieżowy, chemiczny i meblarski (rolnictwo pozostaje jednak dobrze rozwinięte: do dziś Karolina Południowa jest największym producentem brzoskwiń i jedynym producentem herbaty w kraju). Po pewnym czasie zaczęła się też rozwijać turystyka, czego efekty są widoczne przede wszystkim na wybrzeżu Karoliny: od Myrtle Beach i Grand Strand do Charleston i jeszcze dalej. Turystyczny boom ma jednak swoje blaski i cienie.

reklama

Kurort Grand Strand położony jest w odległości 88 km od Wilmington (dojazd US 17). Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zadziwiająco duża liczba sklepów z fajerwerkami. To jedyne miejsce na całym Wschodnim Wybrzeżu, gdzie ich sprzedaż jest legalna. Fajerwerki są ważnym źródłem dochodu dla wielu mieszkańców, co jednak nie do końca usprawiedliwia agresywne reklamy ustawiane masowo przy drogach.

Myrtle Beach to trzeci najbardziej popularny kurort Wschodniego Wybrzeża. Więcej odwiedzających przyciągają tylko Disney World i Atlantic City. Miejsce to uległo niesamowitej komercjalizacji, która nieco przytłacza, zwłaszcza gdy jedzie się dumnie brzmiącą King’s Highway (US 17), zabudowaną ciasno na przestrzeni wielu kilometrów wysokimi blokami, polami do minigolfa i sklepami oferującymi plażowe akcesoria. Główny deptak, Boardwalk, to sztandarowy przykład amerykańskiej przesady. Pełno tu salonów gier, fastfoodów i turystów.

Amatorzy mocnych wrażeń mogą przejechać się na Crokscrew (Korkociągu), przerażającej kolejce górskiej, która obraca się wokół własnej osi pod niewiarygodnymi kątami, by co i rusz runąć z ogromną prędkością w przepaść.

Amatorzy pływania lepiej zrobią, porzucając zatłoczoną Myrtle Beach dla spokojniejszych plaż rozciągających się na północ lub południe od tego kurortu. Szczególnie piękny kawałek nadmorskiego brzegu znajdziemy na Pawley’s Island, gdzie można wykąpać się w ciepłym morzu, uprawiać bodysurfing i wylegiwać w hamaku, z których słynie ta wyspa. A wszystko to bez tłoku i zgiełku. Na południe od Myrtle Beach, po drugiej stronie rzeki Pee Dee, leży ciche i nobliwe Georgetown. Miasteczko, owoc nieudanej próby kolonizacji wybrzeża przez Hiszpanów, składa się obecnie z muzeów, kościołów, zabytkowych domów i plantacji. The Rice Museum (Muzeum Ryżu; tel. 843 546 7423; www.ricemuseum.org; oprócz nd.) dokumentuje historię upraw ryżu, będącego przez wiele lat podstawowym źródłem utrzymania okolicznych mieszkańców.

Zabytkowe Charleston

Jadąc na południe US 17, pokonuje się mosty przerzucone przez Cooper River, by znaleźć się w Charleston. Położone na półwyspie utworzonym u zbiegu rzek Cooper i Ashley, było pierwszą stałą osadą w obu Karolinach. Dobrobyt z pierwszych lat istnienia widać zwłaszcza w eleganckiej XVIII-wiecznej dzielnicy położonej na południe od Broad Street.

Charleston to jedno z nielicznych amerykańskich miast, które można zwiedzać na piechotę (drugim jest jeszcze bardziej zwarte Savannah, położone bardziej na południe). W1989 r. przez Charleston przetoczył się huragan Hugo. Na szczęście zabytkowe dzielnice nie ucierpiały zanadto. Spacer ich brukowanymi uliczkami to czysta przyjemność, podobnie jak zwiedzanie licznych miejscowych muzeów.