Neapol – co skrywa miasto złodziei?

123RF.com / Wschód słońca nad Neapolem

Lena w „Przerwanych Objęciach” Almodovara mówi, że skoro w jej żyłach płynie neapolitańska krew, to ma prawo wyrzucać przez okno, co jej się żywnie podoba, a już na pewno pamiątki po byłym. W Neapolu przecież na Nowy Rok ludzie wyrzucają przez okna nawet meble. – To nie Neapol, ani teraz nie jest Nowy Rok, odpowiada jej przytomnie sąsiadka.
Ja jednak jestem właśnie w Neapolu, ale nie spadające na głowę meble interesują mnie teraz najbardziej. Wracam tu po kilkunastu latach, kiedy, jak mi się wydawało, przyjechałam do miasta dobrze przygotowana – paszport, pieniądze i wszystko, co akurat wydawało się ważne, zostawiłam w hotelu w Sorento. Zabrałam siebie i samochód, odtuningowawszy go uprzednio z większości niezwykle pożądanych gadżetów, czyli bocznych lusterek, piórek wycieraczek, świateł awaryjnych. I tak golusieńcy z kosztowności stawiliśmy się ze znajomymi w Neapolu. Ale mieszkańcy tego miasta znają się na rzeczy – wróciliśmy bez koła zapasowego, umieszczanego w tamtej wersji samochodu pod podwoziem. Oczywiście w lokalnym komisariacie policji rozmawianie o kradzieży nie miało najmniejszego sensu.

reklama

Podobnie jak teraz, kiedy nauczona doświadczeniem i niby zupełnie od niechcenia, zadaję znajomemu w pobliskim Ercolanum pytanie, – Czy tu kradną? Oburzony pyta się mnie, czy żartuję. Dobrze, zrozumiałam, już nic nie mówię. Milczę również jak grób, kiedy dwie zaprzyjaźnione Amerykanki tuż po przylocie z Nowego Jorku pytają nas, czy to bezpieczne spacerować po północy neapolitańskim malekonem, a wszyscy Włosi odpowiadają im na to, że jak najbardziej.

No i dobrze, bo nie to jest tu przecież najważniejsze. Neapol, w swojej historii stolica księstw, królestw i jednego imperium, a obecnie najbardziej zaludnione miasto południowych Włoch, tętni, pulsuje i charczy życiem niczym gigantyczny, wielokulturowy tygiel. To że się w nim czasem coś zgubi należy przecież do jego właściwości. W końcu życie obok aktywnego wulkanu wiele usprawiedliwia.

– Nauczyli się żyć z dnia na dzień i nie ma co im się dziwić, – mówi Roberto, znajomy z północy Włoch. – To się może stać w każdej chwili.

To, czyli położony 9 kilometrów od Neapolu, Wezuwiusz słynie z erupcji 24 sierpnia 79 roku, podczas której pogrzebane zostały Pompeje i Ercolanum. Od tego czasu wybuchał jeszcze wiele razy. Uważa się go za jeden z najbardziej niebezpiecznych wulkanów świata, ponieważ erupcje są gwałtowne, a w jego pobliżu żyją 3 miliony ludzi. To jeden z najbardziej zaludnionych obszarów wulkanicznych na świecie. Wezuwiusz jest też jedynym wulkanem na stałym lądzie europejskim, który wybuchł w ciągu ostatnich 100 lat.

Grecy i Rzymianie uważali go za świętą górę oraz poświęcili bohaterowi i półbogowi Herkulesowi, od którego imienia nazwę wzięło zbudowane u jego stóp miasto Ercolanum.

Ten bóg nigdy jednak do końca nie dał się obłaskawić. Może dlatego mieszkańcy Neapolu odganiają pecha jak mogą. W świecie, który może przestać istnieć w jednej chwili, lepiej nie kusić złego. A już na pewno nie schodzeniem pod ziemię, do tego, co minęło. Tu celebruje się życie. Tu żyje się teraz i tylko teraz.

Podziemny Neapol to kompleks katakumb i korytarzy znajdujących się pod miastem. W czasach starożytnych istniało tu prawdziwe podziemne miasto, gdzie wiele ulic miało swoje odpowiedniki pod powierzchnią ziemi. Za Rzymian, prześladowani chrześcijanie szukali tu schronienia, a w czasie II wojny światowej używano katakumb jako schronów podczas nalotów aliantów. Podziemne miasto wykorzystywano jednak głównie do grzebania zmarłych. To prawdziwy Hades, który każdy ma teraz na wyciągnięcie ręki.

Nic dziwnego, że miejsce chcą zwiedzać tylko turyści. Wejść do katakumb można na przykład przez mieszkanie, jakich wiele. Właścicielka odsuwa szafę, a za kotarą jest wąski i wilgotny korytarz schodzący w dół. Zwiedza się nie tylko oryginalne podziemne miasto, ale także ruiny poprzednich budowli, które narastały na sobie niczym słoje drzew, w tym na przykład świetnie zachowany starożytny teatr, znajdujący się mniej więcej pod współczesnym Teatrem San Carlo.

Bo tu każdy zostawił swój odcisk, Grecy, Rzymianie, Normanowie i Hiszpanie. Dzięki tym ostatnim miasto szczycące się bogactwem historycznym, artystycznym, kulturalnym i gastronomicznym, było centrum politycznym Królestwa Obojga Sycylii Burbonów. UNESCO wpisało największą europejską starówkę na listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości.

Neapol wybudowano parę kilometrów dalej od istniejącego już miasta Partenope, albo Palepolis, czyli starego miasta. W mitologii greckiej Partenope była najmłodszą z trzech syren, które ze skał Capri próbowały śpiewem uwieść Odyseusza. Ten jednak przywiązał się do masztu, dzięki czemu, jako jednemu z nielicznych śmiałków, udało mu się cieszyć śpiewem syren bez przypłacenia tego życiem. Zdesperowana syrena utopiła się z żalu, a jej ciało wypłynęło blisko brzegów starego miasta. Greccy kolonizatorzy woleli jednak miejsce w pobliżu, które nazwali Nea Polis, nowym miastem. Później neapolitańczycy zaczęli wymawiać tę nazwę jako Napule (w dialekcie) albo Napoli (po włosku).

I tak zostało – Napoli, wielki tygiel, w którym stapiało się w jedno wiele kultur, wpływów, języków, strojów i kuchni, i którego mieszkańcy z iście królewską dumą i ogromną fantazją wszystko, co obce zamieniali na swoje nadając temu jedyny w swoim rodzaju, lekko zawadiacki, bardzo śródziemnomorski i prawie nierealny charakter. I jeśli trzeba to za cenę nawet wyrzucanych przez okna mebli.