Odlot w wersji exclusive

Sala kinowa, przeźroczyste ściany, wyświetlany sufit, schody ruchome, biblioteka, salon spa i cała masa gadżetów. To nie jest opis rezydencji zamożnego szejka, ale… samolotu. Posiadanie własnych dwóch skrzydeł staje się alternatywną formą wyrażania siebie.
Przemyślane, zorientowane na pasażera, a nie tylko na użyteczność wnętrze samolotu powinno uspokajać, relaksować i nie przeszkadzać pstrokacizną w podniebnej drzemce. Chodzi o stworzenie tak komfortowych warunków, by pasażerowie w ogóle zapomnieli, że znajdują się kilka tysięcy metrów nad ziemią. Podstawą takiej przestrzeni są stonowane kolory i gładkie faktury. Idealnie sprawdzają się brązy, szarości oraz odcienie zieleni i niebieskiego. W samolocie – wnętrzu dość oryginalnym i bardziej wymagającym od innych – balans, stabilność oraz zaufanie są podstawowymi zasadami, wspomniane kolory służą ich realizacji. Na pokładach maszyn klasy „szejkowskiej”, na których można się zgubić w samolotowych komnatach, błądząc między sauną a salą kinową, prawidła te nie są do końca przestrzegane. Mało tego, tutaj dominują odcienie złota, wysokiej jakości drewno i skóra, a nawet marmur. Wszystko według zasady: im kosztowniej, tym lepiej.

reklama

Biznesklasa to za mało

Wnętrze Gulfstreama IV-SP

Pieniądze dają możliwości. Sława i pieniądze dają ich jeszcze więcej. A jeśli dorzucić do tego niepohamowaną wyobraźnię i prestiż, potencjalne pomysły zdają się nie mieć granic. To właśnie tutaj wszystko, co szare, zostaje przemienione w złoto, a klasa biznes staje się mało kreatywnym przeżytkiem dla mas. Gwiazdy w większości korzystają z wynajmowanych biznesjetów. Posiadanie własnych dwóch skrzydeł staje się alternatywną formą wyrażania siebie. Poza najlepszymi trunkami, toaletami marki Bulgari czy Ferragamo, saunami, bibliotekami, salonami spa oraz kuchnią, która zachwyciłaby nawet Magdę Gessler, maszyny mają także na przedniej części fantazyjne logo. I tak ekskluzywny samolot Donalda Trumpa nazywa się po prostu Trump, zespołu Kiss – analogicznie, podobnie jak w przypadku Iron Maiden, który dodatkowo ozdobił maszynę grafikami utrzymanymi w stylistyce zespołu. Co najciekawsze, olbrzyma pilotuje sam wokalista Bruce Dickinson. Swojej podniebnej limuzyny nie powstydzi się także Jan Kulczyk, właściciel Gulfstreama IV-SP, którego wnętrze specjalnie zaprojektowano w stylu art déco i wykończono najszlachetniejszymi materiałami. Wart jest ok. 30 mln dolarów. Nic więc dziwnego, że jedną z osób, które pojawiły się na jego pokładzie, był sam Plácido Domingo.

W wersji polskiej

Według nieoficjalnych szacunków (niektórzy biznesmeni ukrywają nabycie samolotów) w Polsce jest około dziesięciu prywatnych dwusilnikowych biznesjetów. Własne lub leasingowane odrzutowce mają m.in. wspomniany Jan Kulczyk, właściciel telewizji Polsat Zygmunt Solorz-Żak, twórca Prokomu Ryszard Krauze oraz kontrolujący Getin Holding Leszek Czarnecki. Wielu innych (choćby Zbigniew Niemczycki) ma nieco mniejsze samoloty bądź śmigłowce – salonki. Ci „mniej zamożni” lub inwestujący w innego typu wehikuły (np. jachty) mogą skorzystać z alternatywy, dzięki której poczują przynajmniej przedsmak powietrznych luksusów. Świetnie sprawdzają się na tym polu firmy oferujące wynajem samolotów i śmigłowców, także osobom o bardzo wysokim zmyśle estetycznym. Co prawda złotych okiennic i marmurowych łazienek na pokładzie próżno szukać, ale skórzane fotele oraz przemyślany wystrój w stonowanych kolorach, z dopasowanymi akcesoriami i udogodnieniami dla pasażerów jest w nich normą. Przykładowymi maszynami, dostępnymi 24 godz. na dobę, są Beechcraft King Air B200GT oraz Beechcraft Baron G58, które, jak sama nazwa wskazuje, do najuboższych nie należą. Jedna z nich latała kiedyś nawet pod kryptonimem Air Force One. Noblesse oblige.

Tekst ukazał się w magazynie „C&C” (nr 3/2011)