W krainie Boga Słońca i Matki Ziemi

Magdalena Jurkowska Bogusz / Jezioro Atitlan

Czy potomkowie Majów odnaleźli się we współczesnym świecie? Jak wygląda ich życie w małym miasteczku, pomiędzy szczytami wulkanów?
Spacerując wąską uliczką San Pedro La Laguna spotkałam kobietę, która na głowie dźwigała ogromną miskę, załadowaną po same brzegi pomidorami i avocado. Z podziwem patrzyłam jak bez najmniejszych problemów utrzymuje równowagę, przytłoczona tak dużym ciężarem. Ubrana była w kolorową spódnicę, zawiązaną haftowanym pasem oraz jednolitą bluzkę -charakterystyczny strój mieszkających tu Indianek.

reklama

Mijałam chatki – lepianki, w których powiewały stare, dziurawe firanki. Nad dachami unosił się siwy dym palonego drewna, który swoim zapachem otaczał całą mieścinę. Po krótkim spacerze dotarłam do granic miasteczka, oszołomiona widokiem rozpościerającego się przede mną krajobrazu.

Życie na zboczach wulkanów

San Pedro to małe miasteczko położone między wulkanami a jeziorem Atitlan w Gwatemali. Tutejsi mieszkańcy to potomkowie Majów, którzy po dziś dzień starają się podtrzymywać tradycję swoich przodków, zachowując własną, specyficzną kulturę. Wyróżniają ich nie tylko bogato zdobione i kolorowe stroje, ale również język, którym się posługują – Tzu’tujil. Jego korzenie sięgają czasów, kiedy powstała cywilizacja Majów. Pomimo tego, że w szkole wszystkie dzieci obowiązkowo uczą się hiszpańskiego, to w ich domach i na ulicach miasta słychać jedynie Tzu’tujil.

Żyją z uprawy kawy, cebuli, kukurydzy, pomidorów i avocado. Mieszkają w małych, prostych budynkach, często bez okien, w których znajduje się jedno lub dwa pomieszczenia. Jedyne meble jakie posiadają to łóżko zbite z desek, stolik i kilka krzeseł. Łazienka, z pozbijanych desek, usytuowana jest zazwyczaj na końcu podwórka. Kuchnia również znajduje się na zewnątrz: najczęściej jest to palenisko wyłożone chrustem, nad którym kobiety codziennie pieką kukurydziane placki – tortille.

Nie wszystko mi wolno, bo jestem kobietą

W ich kulturze kobieta uzależniona jest od mężczyzny, który często traktuje ją przedmiotowo, zupełnie nie licząc się z jej zdaniem.

–Zapuszczamy długie włosy, bo tylko takie podobają się naszym mężom. Nie możemy palić papierosów, pić piwa, ani jakiegokolwiek innego alkoholu. Nie możemy również wchodzić do barów, które przeznaczone są tylko dla mężczyzn – Juana jest nauczycielką języka hiszpańskiego, ma dużo szczęścia, że mąż pozwala jej pracować. Większość mężów jest chorobliwe zazdrosna o swoje żony, dlatego nie pozwalają im pracować poza domem.

–Zasada jest taka, że żona wychowuje dzieci, gotuje, sprząta, pierze. To mężczyzna zarabia pieniądze, decyduje o wszystkim i to on może pozwolić sobie na rozrywkę – mówi Juana.

Przed ślubem jest jednak inaczej. Młoda kobieta jest wtedy w pełni przypisana do swojej rodziny.

–Żaden kawaler nie może przekroczyć progu domu panny, z którą się spotyka. Może to uczynić jedynie z pierścionkiem w ręku oraz deklaracją małżeństwa –wyjaśnia Juana. Nawet wtedy spotkania narzeczonych odbywają się pod bacznym okiem rodziców. –Ja z moim obecnym mężem mogłam zostać sam na sam jedynie na balkonie, gdzie i tak obserwowali nas sąsiedzi – dodaje.

Bogów jest wielu

Zobacz więcej zdjęć w galerii

Choć nazywają się katolikami, uczęszczają na niedzielną mszę i wierzą w Jezusa Chrystusa, nie przeszkadza im to, by wielbić również inne bóstwa, które Majowie znali od początku ich istnienia. Równie mocno czczą Matkę Ziemię, czy Boga Słońce. Szaman w ich kulturze jest odpowiednikiem księdza. Są potomkami Majów, mówią ich językiem i wierzą w tych samych bogów. Jednak z roku na rok zatracają swoje prawdziwe korzenie. W piątek szaman oczyszcza ich duszę, a w niedzielę idą do kościoła i przyjmują komunię świętą.

Korzystając z zaproszenia moich gospodarzy, w piątkowy wieczór udałam się na spotkanie ze starszyzną. Na początku szaman rozpalił ognisko, nad którym po chwili zaczął się modlić. Ręce uniósł ku niebiosom i w nieznanym mi języku mruczał jakieś słowa. Kilka razy pochylił się nad ogniem, żeby następnie paść na kolana i z głową zwróconą w stronę niebios kontynuować swoją modlitwę. Świeczki, które trzymałam w ręku miały ściągnąć ze mnie złą energię. W pewnym momencie szaman podszedł do mnie i kazał mi uklęknąć. Chwycił trzy gałązki liści i trzymając je nad moją głową, a potem uderzając nimi o moje barki, plecy i nogi, ciągle wypowiadał słowa w języku, którego nie rozumiałam. Po bezbolesnym biczowaniu szaman zabrał moje świeczki, a następnie kazał mi je ucałować, a następnie energicznym ruchem wrzucił je do ogniska i długim kijkiem zmieszał je z popiołem. Na koniec zostałam skropiona wodą, która miała słodki, kwiatowy zapach. Moja dusza została oczyszczona.