Wszędzie razem: życie w podróży

Fot. Rafał Masłow

Ślub brali na Syberii, ich syn urodził się w Argentynie, córka – w Anglii. Zawsze kombinują, żeby wspólnie pracować i się nie rozstawać. wymyślają filmowe projekty, w których bierze udział cała rodzina. Albo wszyscy jadą za Wojtkiem.
Są konsekwentni. Skoro już na studiach spodobało im się życie i praca w podróży, robią to. Rodzina Staroniów nie ma stałego adresu. Mieszkają tam, gdzie pogna ich nowa praca, kolejna pasja. A dzieci uczą się w szkołach z rówieśnikami z całego świata.

Festiwal Nowe Horyzonty we Wrocławiu, lipiec 2011. Spotkanie z widzami po filmie „Argentyńska lekcja”. Stawiają się w komplecie: Gosia, Wojtek, 11-letni Jaś i pięcioletnia Nela. Rodzice odpowiadają na pytania, dzieci buszują po kinie. Ten film to bardzo osobista historia – dwa lata ich życia w Argentynie.

Było tak: W 2008 roku Gosia dowiaduje się, że Polska wysyła nauczycieli języka polskiego do argentyńskich wiosek zamieszkałych przez potomków Polaków. Skończyła lingwistykę stosowaną na UW, obroniła z wyróżnieniem doktorat z psycholingwistyki na Uniwersytecie Warszawskim i wydziale Paris V Sorbonne, przymierzała się do pracy naukowej.

Gosia: – Ale uczelnie są skostniałe, zamykają się na nowych ludzi. Więc się na nie obraziłam. Pomyślałam: „Skoro tu się nie przydam, wyjadę uczyć dzieci za granicę”.

Wojtek: – Pomysł wyjazdu zrodził się trochę z zawodowego stanu zawieszenia Gosi, a trochę z tego, że przywiązani do poczucia wolności rozsmakowaliśmy się we własnych projektach. Tym razem wpadliśmy na pomysł filmu w Argentynie. Będzie opowiadał o ośmioletnim Janku, o tym, jak wchodzi bez znajomości języka w społeczność małej wioski, w dżungli, na końcu świata. I o jego mamie, nauczycielce. Jedno zależało od drugiego – gdyby Gosia nie dostała tej pracy, ja bym nie pojechał robić filmu. Nie interesowała nas sztuczna sytuacja: że jedziemy gdzieś i filmujemy. Chcieliśmy uczestniczyć w filmie w sposób naturalny, jako rodzina.

Lekcje na antypodach

Lądują w małej wiosce Azara w Misiones, w północno-wschodniej prowincji Argentyny. Wynajmują dom, powoli stają się częścią tamtej społeczności. Przez dwa miesiące Wojtek towarzyszy Jasiowi w szkole z kamerą. Tłumaczy, co mówią nauczyciele i koledzy, bo syn przecież nie zna hiszpańskiego. A Jaś po kilku tygodniach już wszystko rozumie, a po pół roku swobodnie porozumiewa się z rówieśnikami. Zaprzyjaźnia się ze starszą o dwa lata Marcią, córką polskich emigrantów, która nigdy nie widziała innego świata poza wioską. (W styczniu tego roku Gosia i Wojtek gościli Marcię u siebie).

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »