W jakim grasz filmie? – Felieton Hanny Samson

Każda z nas ma swoją opowieść. I nie chodzi tylko o treść, ale także o sposób, w jaki ją opowiadamy. Twoje życie to komedia romantyczna, film sensacyjny czy horror? Te same wydarzenia wyglądają inaczej w różnych filmach.
Magda, 42 lata, matka dwójki dzieci, po rozwodzie, prowadzi własną firmę. Takie są fakty wyjściowe. Widać z nich, że dużo ma na głowie. I rzeczywiście. Proste pytanie: „Co słychać?” wywołuje lawinę.

– Fatalnie, nie wiem, od czego zacząć, może od najgorszego? – pyta Magda, ale nie robi przerwy, tylko ciągnie dalej. – Nie, nie będę zaczynać od najgorszego, najpierw powiem o kłopotach z Jasiem, nie chce mnie słuchać, rano siedzi godzinę w łazience, przez co wszyscy się spóźniamy, jak pytam go, o co chodzi, to wzrusza ramionami, a do tego zepsuła się pralka, a właśnie zmieniłam pościel i chciałam wstawić pranie i usiąść do pracy, a musiałam kupić nową i mój były mąż oczywiście zadzwonił, że w tym tygodniu nie weźmie dzieci na weekend, tylko w przyszłym, bo jest chory, niby zapytał, czy się zgadzam, ale nie miałam wyjścia, jak jest chory, a przynajmniej tak mówi, więc się zgodziłam, bo właściwie to lepiej, będę mogła wyjechać na dwa dni, bo ten facet, o którym ci mówiłam, mnie zaprosił i myślałam, że to się nie uda, a tak to mogę jechać, ale przez to wszystko nie mogłam się skupić na pracy, bo ten facet jest naprawdę fajny, a w sobotę odebrałam samochód i muszę go zarejestrować…

Zalewa mnie monotonna litania zażaleń, Magda nie robi przerw między słowami, nie zmienia tonacji, w jej opowieści każde zdarzenie brzmi tak samo i nie wiadomo, które jest najgorsze. W końcu zapada cisza. – To co było najgorsze? – pytam, bo nie mam pojęcia, które z tych zdarzeń ma większą rangę niż inne.

– Chyba wszystko – odpowiada bezradnie.

Trudno się z nią nie zgodzić. Każde zdarzenie w jej narracji jest strasznym kłopotem, który utrudnia działanie, nawet rzeczy przyjemne giną w jednym wielkim problemie, jakim jest życie.

– Facet okazał się fajny, masz nowy samochód, będziesz mogła wyjechać na następny weekend, choć myślałaś, że to się nie uda… Co tu jest najgorszego? To, że pralka się zepsuła, czy to, że trzeba zarejestrować samochód?

Rozumiem, że Magda ma dużo zadań i z tej perspektywy każde zakłócenie wygląda jak kłoda rzucona pod nogi. Pewnie gdyby wygrała milion, opowiedziałaby tym samym tonem: „wygrałam milion i musiałam jechać go odebrać, a były straszne korki i tak dalej”… A najgorsze jest to, że ona tak to przeżywa. Zwyczajne życie z przyjemnymi wstawkami to w jej odczuciach droga przez mękę.

– Wyobraź sobie, że twoje życie to film – proponuję. – Jaki ma tytuł?

– Kobieta udręczona – odpowiada po chwili namysłu.

– Właśnie! Może wolałabyś zagrać w innym filmie?

– Jakim?

– Nie wiem. Skoro ten facet jest fajny, to może pora na komedię romantyczną. A może film obyczajowy? O samodzielnej kobiecie, która radzi sobie nawet z zepsutą pralką? Albo o dziewczynie, która docenia swoje życie? Co wybierasz?

– O kobiecie, która ma dużo na głowie, ale nieźle sobie radzi.

– Super! To następnym razem opowiesz mi o tym, co ci się zdarzyło najlepszego, OK?

Na niedawnym spotkaniu grupy, która trwa już kilka miesięcy, więc dobrze się znamy, uczestniczki kolejno mówiły o tym, co im się ostatnio wydarzyło. W życiu Moniki jest pełno sensacji, Zosia jak zwykle zrobiła coś, czego żałuje, Krysia spędziła miło czas, Sylwia ma nowego chłopaka, ale już zaczynają się komplikacje, Ewa nadal nie może podjąć ważnej decyzji i tak dalej… Każde zdarzenie potrafiły wkomponować we własny film, który tylko pozornie zależał od rzeczywistości.

Wzięłam na warsztat w miarę neutralną opowieść Małgosi o wynajmowaniu pokoju i pokazałam, jak by ona brzmiała w ustach innych. Monika zaczęłaby podejrzewać właściciela mieszkania o nieczyste intencje i brudne interesy i szukać na to dowodów, co niechybnie skończyłoby się w sądzie, Zosia wynajęłaby ten pokój i natychmiast tego żałowała, bo zobaczyłaby, jaki jest mały i nie ma w nim żadnego kwiatka, Krysia zachwyciłaby się pokojem, bo chociaż mały, to wszystko się mieści, i wstawiłaby kwiaty, żeby poczuć, że jest u siebie, Maja przestraszyłaby się właściciela i wychwyciła wiele zagrażających sygnałów – czy to, że wyszedł do przedpokoju, kiedy ona była w łazience, nie było próbą molestowania? – i ostatecznie bałaby się wychodzić z pokoju, Sylwia przespałaby się z właścicielem mieszkania, co bardzo by skomplikowało ich stosunki i wkrótce musiałaby szukać nowego pokoju, Ewa nie byłaby pewna, czy chce wynająć ten pokój, bo może gdzieś jest jakiś lepszy, zadzwoniłaby do kilku osób po radę, oglądałaby inne mieszkania, a na koniec okazałoby się, że ten pokój jest już wynajęty.

Dziewczyny śmiały się z tych opowieści, w których odgrywały po kolei główną rolę. Ta sama sytuacja, a każda z nich przeżywałaby ją zupełnie inaczej.

– Pomyślcie, proszę, w jakim gracie filmie – zaproponowałam. – Zapiszcie tytuł na kartce.

Zebrałam kartki, potem każda losowała jedną i głośno czytała. Zadaniem innych było zgadnąć, o kogo chodzi. Zgadywałyśmy bezbłędnie!

„Zagubiona w warszawskim buszu” – i było wiadomo, że to thriller, którego bohaterką jest Maja. „Dziewczyna szuka miłości” – komedia romantyczna, w głównej roli Sylwia, która robi, co może, żeby nie było happy endu. „Zadowolona kobieta po przejściach” – to telenowela Krysi, w której wszystko jest dobrze, nawet jeśli tak dobrze nie jest.

A na koniec zapytałam uczestniczki, w jakim filmie wolałyby grać. I każda miała jakiś pomysł. – Nie musicie zgłaszać się na żaden casting, to tylko wasza decyzja – obwieściłam dobrą wiadomość.

No bo kto tu jest reżyserką i scenarzystką, jak nie my? Oczywiście do pewnego stopnia, ale to wystarczy, byśmy mogły wprowadzić jakieś zmiany. Bo bez sensu byłoby grać całe życie w filmie, który nawet nam się nie podoba.