Współczesne seriale o rodzinie

facebook.com/DowntonAbbey

Czasy się zmieniają, ale jedno pozostaje niezmienne – rodzina. Mimo to, a może

reklama

właśnie dlatego, to na niej najłatwiej pokazać przemiany społeczne. Współczesne

seriale o rodzinie są takie jak ona – nietypowe.
Telewizja, zwłaszcza amerykańska, jest przesiąknięta serialami o rodzinie, od sitcomów ze śmiechem z puszki po wielkie seriale, jak „Dallas”, przez kultowe w Stanach „Wyspę Gilligana” i „Świat według Bundych” czy jeden z pierwszych seriali z ciemnoskórymi aktorami „Bill Cosby Show”. W Polsce z kolei mieliśmy wysyp klasycznych telenoweli typu: „Klan”, „Złotopolscy” czy „M jak miłość”, i komediowych jak: „Rodzina Kiepskich” czy „Rodzinka.pl”. – Seriale familijne istniały w telewizji od zawsze, ale od pewnego momentu zaczęły być zwyczajnie nudne – zauważa kulturoznawca Lidia Rudzińska.

Na tym tle wyróżniają się z pewnością dwa tytuły: „Współczesna rodzina” i „Downton Abbey”, opowiadające o więzach rodzinnych w dość nietypowy sposób. Pierwszy pokazuje rodzinę nowoczesną, drugi – klasyczną. Choć świat przedstawiony dzieli około 100 lat, to oba klany mają ze sobą wiele wspólnego. Jeden i drugi żyje bowiem w czasach wielkich przemian. „Współczesną rodzinę” Pritchettów dotykają wszelkie możliwe zmiany obyczajowe – jest tu pokazane zarówno małżeństwo gejów i adopcja dziecka przez parę homoseksualną, jak i związek dojrzałego mężczyzny z młodszą kobietą, w dodatku emigrantką. Obrazu dopełniają kryzys męskości i wojny pokoleniowe, czyli współczesny standard. Tymczasem w „Downton Abbey” na pierwszy plan wybija się zawierucha historii: pierwsza wojna światowa, katastrofa Titanica, do tego rewolucja obyczajowa początku wieku. Arystokratyczna rodzina Crawleyów musi stawić im czoła: albo się rozpaść, albo – lekko poturbowana – wejść w nowoczesność. Pojawiają się skandale, mezalianse i coraz większa emancypacja kobiet.

Dla kogo?
Kto się może ekscytować serialami o rodzinie?
Albo ci, którzy mają szczęśliwy dom, albo ci, którzy takiego nie mieli. I jedni, i drudzy, śmiejąc się lub wzruszając przed telewizorem, zapominają o własnych problemach, śledząc perypetie serialowej rodziny. To bardzo odstresowujące. – Z rodziną czas płynie wolniej, wszystko się domyka, nabiera sensu, mamy wrażenie, że nic się nie zmieniło i nic się nie zmieni – mówi Lidia Rudzińska. – Oba seriale pokazują, że to, co naprawdę trzyma rodzinę, to wspólnie spędzany czas. Tu wszystkie pokolenia spotykają się przy jednym stole („Downton”) lub drinku („Współczesna”), podczas gdy w naszej rzeczywistości dzieci raczej szybko wychodzą z domu, a wielopokoleniowość powoli odchodzi w zapomnienie. A jednak za nią tęsknimy. Poza tym „Współczesna rodzina” jest ciekawym testem na tolerancję. Jeśli odrzucimy uprzedzenia, to każdy znajdzie tucoś dla siebie i będzie mógł się utożsamić z problemami Pritchettów i trochę je obśmiać. – „Downton Abbey” wymaga pewnej kompetencji – aby go oglądać, trzeba lubić kostium i wątki historyczne. Ma przy tym nieodparty urok staroświeckości. Potrafi wzruszyć, rozgrzać serca – dodaje Lidia Rudzińska. Zwłaszcza dwugodzinne odcinki specjalne „Christmas Special”, które świetnie ogląda się nie tylko w okresie przedświątecznym.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »