Wstyd po francusku – skuteczny motywator

fot.123rf

Jak powszechnie wiadomo – Francuzki nie należą do kobiet wstydliwych. Można je wręcz nazwać kobietami bezwstydnymi. Z drugiej strony, może one nie mają powodów, by się wstydzić? Na pytanie „czy to możliwe?” odpowiem, że tak. Dlatego, że one świetnie wiedzą, co z tym uczuciem należy zrobić. To, co warto dodać, to że Francuzki są bardzo naturalne, a wstyd nie jest naturalny, jest nabyty. Nie rodzimy się z nim. My go nabywamy.
Gdy moje życie zawodowe przeniosło mnie do Paryża i nagle znalazłam się w otoczeniu pięknych, naturalnie zadbanych kobiet – zauważyłam, że jestem, powiedzmy, lekko tłustawa. Nie czekałam długo na naturalną reakcję wyniesioną wraz z polskim pochodzeniem, czyli poczucie wstydu. Natychmiast zaczęłam się wstydzić własnego ciała. Gdy tylko przychodziły cieplejsze dni – znajdowałam szersze ubrania, by idealnie przykryć moje znienawidzone kształty. Wspólnych wyjść na plażę z koleżankami wręcz unikałam. Aż pewnego dnia zwierzyłam się mojej przyjaciółce, dlaczego nie chcę jechać z nimi na wakacje. Wielkość jej oczu po tym, jak usłyszała moje wyjaśnienia, jest do dziś nie do opisania. Zaskoczona wyszeptała jedno zdanie – to dlaczego nic z tym nie zrobisz?

reklama

Jako Polka nauczona byłam się wstydzić, bo przecież od zawsze taki model mnie otaczał. Zdanie „jak ci nie wstyd” było obecne wszędzie. Dlatego jej pytanie spadło na mnie jak grom z nieba. „Dlaczego nic z tym nie zrobię?”. Jak mam to zrobić? Przecież już mam z tym wielki problem, to mam jeszcze coś z nim robić? I wtedy zrozumiałam, jak łatwo jest się wstydzić. Przecież nie trzeba nic robić. Mówi się sobie i całemu otoczeniu, że się wstydzi i już. A kiedy tylko do tego uczucia się przyznamy, to natychmiast wszyscy ze zrozumieniem odpuszczają. I ma się problem z głowy. Idealna wymówka, rozumiana przez każdego. A tu znalazłam się w kraju, w którym ktoś powiedział mi “Przestań się mazgaić i bierz się do roboty”. Wtedy zrozumiałam, że obiekt mojego wstydu można przeistoczyć w cel do realizacji. I zamiast wstydzić się swojej sylwetki, po prostu postawić sobie za cel, że będę z niej dumna. Owszem, o wiele trudniej będzie podjąć się realizacji takiego celu, niż użalać się nad sobą. Ale na czym mi bardziej zależało? Na tym, by do końca życia unikać wspólnych wyjść w bikini z koleżankami czy na tym, by przezwyciężyć mój wstyd?

Przyznam, że Francuzki – jako kobiety – są bardzo zdyscyplinowane, one sobie nie odpuszczają. Stąd nie ma w ich życiu miejsca na wstydzenie się czegoś, bo jeśli im coś przeszkadza – zmieniają to. Rozmowa z moją przyjaciółką była kamieniem milowym w moim życiu. Gdyż wtedy zrozumiałam sposób na wstyd. Wystarczy go przeistoczyć w cel, taki do zrealizowania. I zabrać się za codzienną, systematyczną pracę nad nim. Jako dreamsetterka nazywam to powiedzeniem “wstydowi a kysh”. Stworzyłam nawet zabawne narzędzie, ChouChou A Kysh do tego, i gdy tylko poczujemy, że się czegoś wstydzimy, to mamy sobie z „strzelić” naciągniętą bransoletką w rękę. Delikatny ból idący do mózgu przerywa negatywne myślenie, a my sami zaczynamy od nowa, czyli od zastanowienia się, co zrobić, by czuć się dobrze. Bardzo łatwo jest pozostać w negatywnym świecie – nic nie trzeba robić, by tam być. Za to ile trzeba się napracować, by być zadowolonym z życia i niczego się nie wstydzić? O ile więcej warte jest podjęcie decyzji o działaniu? Tylko dzięki temu będziemy osiągać to, na czym każdemu z nas zależy, czyli uczucie satysfakcji i tzw. szczęśliwe chwile. Dlatego francuskim sposobem nie jest wstydliwie spuszczanie oczu, lecz wręcz przeciwnie – podnoszenie głowy i zabieranie się pracy nad sobą.