Za dużo, to za mało: dlaczego wiele rzeczy nas męczy?

fot.123rf

Zbliża się koniec wakacji, nie potrzebujemy jednak jechać w Bieszczady, by uporządkować swoje życie! Chodzi nie tylko o bałagan w szafie, na pawlaczu, w garażu, czy na strychu. Ale i o ten w naszym emocjonalnym wnętrzu i otoczeniu. Możemy uporządkować je jednocześnie i to w modnym, minimalistycznym trendzie. A to także klucz do zdrowia.

Dobitnie przekonała się o tym młoda kobieta, która cierpiała na, wydawało się, nieuleczalną chorobę – fibromialgie (dotkliwy ból podczas każdego ruchu). Kiedy zaczęła proces porządkowania i upraszczania swojego życia symptomy stopniowo ustąpiły. Miało to ozdrowieńczy wpływ także na życie jej bliskich.

Tę i inne historie opowiada w „Rzeczozmęczeniu” Jamesa Wallamna dziennikarz futurolog. Jego zdaniem nadmiar rzeczy pozbawia nas witalności, bo zabiera czas na prawdziwy kontakt z innymi ludźmi oraz nami samymi – a bez tego (nie tylko w Bieszczadach) nie damy sobie rady.

Czemu nadmiar rzeczy szkodzi?

Skupia naszą uwagę i zajmuje czas. Najpierw je wybieramy, potem kupujemy, a potem cieszymy się nimi, czasem tylko przez chwilę. Dbamy, choćby wycierając z kurzu, czy też piorąc, albo układając itp. Często też myślimy o tym jak spłacić. I gdzie tu czas dla ludzi, na rozmowę, wspólne doświadczenia?

Autor stawia (niekoniecznie oryginalną, ale nowocześnie uzasadnioną) tezę, że skupienie się na jakości rzeczy – a nie na ich ilości – zdecydowanie wzbogaca i rozwija nasze życie. Co więcej, w jego ocenie, przechodzimy właśnie z epoki masowego używania rzeczy (czyli konsumeryzmu) w erę skupiania się doświadczeniach i przeżyciach. I dzielenia się nimi – także w mediach społecznościowych. Ważniejsze staje się więc to, że byliśmy na wycieczcie rowerowej, w ciekawym towarzystwie i w malowniczym krajobrazie niż to, że rower kosztował krocie i został zrobiony z materiału, który by się sprawdził w podróży międzyplanetarnej. Ważniejsze, bo to opowieść o tym, co przeżyliśmy podczas naszej wyprawy, to wymiana myśli i wrażeń, to przestrzeń, gdzie obcujemy z prawdziwymi i trwałymi wartościami, takimi jak: wspólnota.

Czytając „Rzeczozmęczenie”, można przyjąć, że stare i nieco przewrotne powiedzenie: „otwórz szafę i mów do rzeczy”, odchodzi do lamusa, i przybiera postać: „zamknij szafę (po jej uporządkowaniu dla Twojego dobrostanu) i otwórz się na ludzi i żywe doświadczenia”. Unikniesz „rzeczozmęczenia”, a odzyskasz radość i sens.

(Robert Dembowski)

James Wallman „Rzeczozmęczenie. Jak żyć pełniej posiadając mniej” (wyd. Insignis)