Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój


Odtwórz
video

Odcinek 5

Mutapa w Kannur w Kerali

Wiele osób słysząc o naszej podróży po Indiach pytało – „A czy byliście w Kerali?” To stan na południowo-zachodnim krańcu kraju. Słynie z pięknych plaż, festiwali i tego, że jest jednym z najbardziej „ogarniętych” w całych Indiach. „Jasne, że byliśmy. A, czy wy, jak byliście w Kerali, zajechaliście do Kannur?” – odpowiadaliśmy pytając. No, i jeszcze nie spotkaliśmy kogokolwiek, kto by to miasteczko odwiedził.
Zjawiskowe tancerki keralskiego festiwalu
FotoGaleria Mutapa w Kannur w Kerali

zobacz także

  • Na ulicy w Mumbaju…
  • Mieszkanki Kańcipuram
  • Młodzi sikhowie
  • Złota Świątynia w Amritsarze
  • Mutapa
  • slon
  • w klasztorze Rumtek
  • Po rytualnej kąpieli
  • Czerwony Fort w Agrze
  • Tadż Mahal

dołącz do klubu zwierciadła

Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych odcinkach serii Zakochani w świecie oraz newsletter Zwierciadła?

 

O Odcinku Mutapa w Kannur w Kerali

Wiele osób słysząc o naszej podróży po Indiach pytało – „A czy byliście w Kerali?” To stan na południowo-zachodnim krańcu kraju. Słynie z pięknych plaż, festiwali i tego, że jest jednym z najbardziej „ogarniętych” w całych Indiach. „Jasne, że byliśmy. A, czy wy, jak byliście w Kerali, zajechaliście do Kannur?” – odpowiadaliśmy pytając. No, i jeszcze nie spotkaliśmy kogokolwiek, kto by to miasteczko odwiedził.
Zjawiskowe tancerki keralskiego festiwalu

W ciągu kilku dni, które tam spędziliśmy również nie widzieliśmy ani jednego turysty. Jakoś wędrowcom do Kannur nie po drodze. My dotarliśmy tam dla tejjam – czegoś, co nazwalibyśmy spektaklem lub przedstawieniem. Jednak Hindusi z krwi i kości mogliby się za to porównanie obrazić. Oni przyjeżdżali do Kannur, żeby spotkać najprawdziwszego boga.

Uroczystość odbywała się w świątyni, przy akompaniamencie żywej i głośnej orkiestry. Grupa mężczyzn wprowadziła niezwykle ubranego kapłana. Ale kiedy rozpoczął taniec przestawał być już zwykłym kapłanem. W jego ciało wstępowało najważniejsze bóstwo świątyni. I wtedy stawał się Mutapą – bogiem, dla którego przybywali tu pielgrzymi. Przez kolejne godziny Mutapa podskakiwał, kręcił się, trząsł, wzbudzał podziw i przerażenie. Po ceremonii przyjmował dziękczynienia, prośby i ofiary.

„- Czy my też możemy pójść do Mutapy?” – zapytałam sympatyczną dziewczynę, Sunitę, która zagadała nas już wcześniej. „ – Tak, Mutapa na pewno was pobłogosławi. Ja mogę tłumaczyć”. Ustawiliśmy się w przeraźliwie długiej kolejce. Spotkanie twarzą w twarz z istotą, która ma na sobie ogromną maskę i przed chwilą w transowym tańcu zamaszyście wywijała potężną dzidą, robi wrażenie.„ – Mutapo, chciałabym cię prosić o szczęśliwą podróż po Indiach” – wyjąkałam. Sunita zaczęła tłumaczyć. „ – Mutapa pyta kiedy chcesz mieć to dziecko?” „ – Jakie dziecko!? Ja nie chcę żadnego dziecka! Ja chcę szczęśliwej podróży po Indiach”. Sunita znów zaczęła tłumaczenie. „-Mutapa mówi żebyś się nie martwiła, że jeszcze przyjedziesz do niego z dzieckiem”. „ – Ale ja nie chcę….”. Spojrzałam na Mutapę. No cóż, chyba się nie dogadamy. Tyle miałam ze spotkania z tutejszym bogiem. Na szczęście po uroczystości Sunita i jej rodzina zabrali nas na pyszną kolację w przyświątynnej kuchni. I tu już nie było żadnych niedomówień.

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak

O nas

Asia Grzymkowska-Podolak
Jarek Podolak

Jesteśmy operatorsko- dziennikarskim małżeństwem, które po tym, jak dostało od życia tak zwanego "kopa", podjęło decyzję o zmianach. Takich, które wywracają życie do góry nogami. No, i które nierozerwalnie łączą się z podróżami. I opowiadaniem o nich.

Ale po kolei. Najpierw chcielibyśmy się przedstawić. Asia od 12 lat jest reporterką i wydawcą programów TV. Jarek od 19 lat operatorem obrazu, absolwentem PWSFTViT. Kilkanaście lat naszego życia nierozerwalnie złączonych jest z telewizją.

W telewizji się poznaliśmy. Potem pracowaliśmy razem, tysiące razy opowiadając widzom za pomocą słowa i obrazu o tym, co sami widzieliśmy. Patrzenie na świat i opowiadanie o nim wpisało się w nas na zawsze i właściwie wypełniało każdy dzień naszego życia prywatnego i zawodowego.

A dalekie podróże? Te pierwsze to zwykłe, zorganizowane wycieczki turystyczne, po których tylko płakać się chciało, że w tak ograniczony i komercyjny sposób pokazuje się i poznaje świat. Po każdym takim wyjeździe zostawało w nas przekonanie, że świat jest niesamowity, niezwykły i tak naprawdę to my go dopiero zaczniemy poznawać w przyszłości.

No i wtedy przyszedł "kop". Jarek trafił do szpitala z bólem w klatce piersiowej. Ku niedowierzaniu wszystkich - rodziny, lekarzy, i jego samego miał zdiagnozowany zawał! Dwa dni później decyzja. Jedziemy sami na NASZĄ wyprawę.

Kilka miesięcy po tym z warszawskiej Pragi ruszyliśmy do Maroka. W ciągu kilku tygodni objechaliśmy je dookoła. Wróciliśmy nie tylko cali, zdrowi i szczęśliwi. Wróciliśmy z przekonaniem, że o to nam właśnie chodzi!

I podjęliśmy decyzję o samodzielnej, kilkumiesięcznej wyprawie do Indii. Tym razem nie tylko z notesem, ale i kamerą. Sami, bez ogromnego zaplecza telewizyjnego, wielkiej ekipy i profesjonalnego sprzętu wyruszyliśmy w nieznany sobie kawałek świata po to, żeby go zobaczyć i pokazać innym. Nie tak jak wymyśli to producent telewizyjny. Nie tak jak zorganizuje nam to kierownik produkcji. Chcieliśmy rozmawiać z ludźmi, których wcześniej nie umówił nam researcher. Nie planowaliśmy spotkań i wydarzeń. Nie opłacaliśmy rozmówców. Ruszyliśmy po wielką przygodę i wspaniałe zdjęcia.

Po czterech miesiącach podróży dookoła Indii przywieźliśmy wspomnienia, szczegółowe notatki i materiały na książkę oraz telewizyjny cykl reportaży podróżniczych pt."Zakochani w świecie. Indie".

Zobacz nasz profil na Facebooku

Więcej

Zakochani w świecie

Indie


Sprawdź


POLECANE KSIĄŻKI