Przyjazny Maduraj

Południe Indii słynie z Maduraju. Maduraj słynie z tego, że ma najwspanialsze dzieło, stworzone ludzką ręką w całych południowych Indiach. Tak przynajmniej wyczytaliśmy w jednym z przewodników i nie odważylibyśmy się tej tezy podważać. Zwłaszcza po wizycie w Maduraju.
Świątynia Minakszi wzbudziła w nas absolutny zachwyt! Jej kolorowe wieże znane są z folderów reklamowych i, oglądane z każdej odległości i perspektywy, zachwycają swym widokiem. Świątynia ma co najmniej czterysta lat, powstawała na przestrzeni dwóch wieków. Poświęcona jest rybiookiej (atrybut najwyższej urody!) bogini Minakszi, która mieszka tu ze swym małżonkiem Śiwą. Każdego wieczora bramini przenoszą postaci bóstw do wspólnej sypialni, aby zapewnić im jak najbardziej udane życie intymne. I podobno Śiwa jest tak zadowolony, że od wieków dochowuje Minakszi absolutnej wierności.

reklama

Życie świątynne było dla nas, gości, pełne tajemnic i niespodzianek. Godzinami mogliśmy przyglądać się ceremoniom i rytuałom. I choć nie wszystkie rozumieliśmy, i tak robiły na nas niesamowite wrażenie.

Maduraj wspominamy dobrze nie tylko z powodu świątyni. Miasto jest przyjazne przybyszom, dobrze skomunikowane z innymi miastami. Miejscowi są przyzwyczajeni, że każdego dnia przybywają tu tysiące ludzi. Nie mieliśmy problemu ze znalezieniem niedrogiego, przyzwoitego noclegu. No, a smaki południowych Indii można w Maduraju testować niemal na każdym rogu. Skoro dużo tu pielgrzymów, to dużo też lokalnych, tanich knajpek. Jada się głównie z liści bananowca, najczęściej rękoma. Trzeba tylko uważać na papryczki chili! Ich moc może być wstrząsająca!

W naszej podróży, nawet w jej najsmakowitszych miejscach, nie było mowy o przybieraniu na wadze. Wręcz przeciwnie. Jarek wrócił do Polski o 10 kg chudszy. Gdyby jednak komuś zdarzyło się nabrać ciała, a w Maduraju wymieniać garderobę to zamiast do sklepów najlepiej wybrać się bezpośrednio do tutejszego krawca. Krawiectwo, i to najwyższej jakości, to madurajska tradycja. Na bazarach, uliczkach nietrudno znaleźć grupki mężczyzn siedzących przy maszynach do szycia. Wystarczy zostawić miarę i zlecenie, a po paru godzinach wrócić po ubranie uszyte specjalnie dla nas!

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak