Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy


Odtwórz
video

Odcinek 6

Przyjazny Maduraj

Południe Indii słynie z Maduraju. Maduraj słynie z tego, że ma najwspanialsze dzieło, stworzone ludzką ręką w całych południowych Indiach. Tak przynajmniej wyczytaliśmy w jednym z przewodników i nie odważylibyśmy się tej tezy podważać. Zwłaszcza po wizycie w Maduraju.
FotoGaleria Przyjazny Maduraj

zobacz także

dołącz do klubu zwierciadła

Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych odcinkach serii Zakochani w świecie oraz newsletter Zwierciadła?

 

O Odcinku Przyjazny Maduraj

Południe Indii słynie z Maduraju. Maduraj słynie z tego, że ma najwspanialsze dzieło, stworzone ludzką ręką w całych południowych Indiach. Tak przynajmniej wyczytaliśmy w jednym z przewodników i nie odważylibyśmy się tej tezy podważać. Zwłaszcza po wizycie w Maduraju.
Gopury

Świątynia Minakszi wzbudziła w nas absolutny zachwyt! Jej kolorowe wieże znane są z folderów reklamowych i, oglądane z każdej odległości i perspektywy, zachwycają swym widokiem. Świątynia ma co najmniej czterysta lat, powstawała na przestrzeni dwóch wieków. Poświęcona jest rybiookiej (atrybut najwyższej urody!) bogini Minakszi, która mieszka tu ze swym małżonkiem Śiwą. Każdego wieczora bramini przenoszą postaci bóstw do wspólnej sypialni, aby zapewnić im jak najbardziej udane życie intymne. I podobno Śiwa jest tak zadowolony, że od wieków dochowuje Minakszi absolutnej wierności.

Życie świątynne było dla nas, gości, pełne tajemnic i niespodzianek. Godzinami mogliśmy przyglądać się ceremoniom i rytuałom. I choć nie wszystkie rozumieliśmy, i tak robiły na nas niesamowite wrażenie.

Maduraj wspominamy dobrze nie tylko z powodu świątyni. Miasto jest przyjazne przybyszom, dobrze skomunikowane z innymi miastami. Miejscowi są przyzwyczajeni, że każdego dnia przybywają tu tysiące ludzi. Nie mieliśmy problemu ze znalezieniem niedrogiego, przyzwoitego noclegu. No, a smaki południowych Indii można w Maduraju testować niemal na każdym rogu. Skoro dużo tu pielgrzymów, to dużo też lokalnych, tanich knajpek. Jada się głównie z liści bananowca, najczęściej rękoma. Trzeba tylko uważać na papryczki chili! Ich moc może być wstrząsająca!

W naszej podróży, nawet w jej najsmakowitszych miejscach, nie było mowy o przybieraniu na wadze. Wręcz przeciwnie. Jarek wrócił do Polski o 10 kg chudszy. Gdyby jednak komuś zdarzyło się nabrać ciała, a w Maduraju wymieniać garderobę to zamiast do sklepów najlepiej wybrać się bezpośrednio do tutejszego krawca. Krawiectwo, i to najwyższej jakości, to madurajska tradycja. Na bazarach, uliczkach nietrudno znaleźć grupki mężczyzn siedzących przy maszynach do szycia. Wystarczy zostawić miarę i zlecenie, a po paru godzinach wrócić po ubranie uszyte specjalnie dla nas!

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak

O nas

Asia Grzymkowska-Podolak
Jarek Podolak

Jesteśmy operatorsko- dziennikarskim małżeństwem, które po tym, jak dostało od życia tak zwanego "kopa", podjęło decyzję o zmianach. Takich, które wywracają życie do góry nogami. No, i które nierozerwalnie łączą się z podróżami. I opowiadaniem o nich.

Ale po kolei. Najpierw chcielibyśmy się przedstawić. Asia od 12 lat jest reporterką i wydawcą programów TV. Jarek od 19 lat operatorem obrazu, absolwentem PWSFTViT. Kilkanaście lat naszego życia nierozerwalnie złączonych jest z telewizją.

W telewizji się poznaliśmy. Potem pracowaliśmy razem, tysiące razy opowiadając widzom za pomocą słowa i obrazu o tym, co sami widzieliśmy. Patrzenie na świat i opowiadanie o nim wpisało się w nas na zawsze i właściwie wypełniało każdy dzień naszego życia prywatnego i zawodowego.

A dalekie podróże? Te pierwsze to zwykłe, zorganizowane wycieczki turystyczne, po których tylko płakać się chciało, że w tak ograniczony i komercyjny sposób pokazuje się i poznaje świat. Po każdym takim wyjeździe zostawało w nas przekonanie, że świat jest niesamowity, niezwykły i tak naprawdę to my go dopiero zaczniemy poznawać w przyszłości.

No i wtedy przyszedł "kop". Jarek trafił do szpitala z bólem w klatce piersiowej. Ku niedowierzaniu wszystkich - rodziny, lekarzy, i jego samego miał zdiagnozowany zawał! Dwa dni później decyzja. Jedziemy sami na NASZĄ wyprawę.

Kilka miesięcy po tym z warszawskiej Pragi ruszyliśmy do Maroka. W ciągu kilku tygodni objechaliśmy je dookoła. Wróciliśmy nie tylko cali, zdrowi i szczęśliwi. Wróciliśmy z przekonaniem, że o to nam właśnie chodzi!

I podjęliśmy decyzję o samodzielnej, kilkumiesięcznej wyprawie do Indii. Tym razem nie tylko z notesem, ale i kamerą. Sami, bez ogromnego zaplecza telewizyjnego, wielkiej ekipy i profesjonalnego sprzętu wyruszyliśmy w nieznany sobie kawałek świata po to, żeby go zobaczyć i pokazać innym. Nie tak jak wymyśli to producent telewizyjny. Nie tak jak zorganizuje nam to kierownik produkcji. Chcieliśmy rozmawiać z ludźmi, których wcześniej nie umówił nam researcher. Nie planowaliśmy spotkań i wydarzeń. Nie opłacaliśmy rozmówców. Ruszyliśmy po wielką przygodę i wspaniałe zdjęcia.

Po czterech miesiącach podróży dookoła Indii przywieźliśmy wspomnienia, szczegółowe notatki i materiały na książkę oraz telewizyjny cykl reportaży podróżniczych pt."Zakochani w świecie. Indie".

Zobacz nasz profil na Facebooku

Więcej

Zakochani w świecie

Indie


Sprawdź


POLECANE KSIĄŻKI