Sikhijskie turbany w Amritsarze

Nie mieliśmy wątpliwości, że podczas naszej wyprawy chcemy dotrzeć do Amritsaru. Miasto leży tuż przy granicy z Pakistanem, w Pendżabie – dość bogatym, prężnie rozwijającym się stanie Indii.
Wiedzieliśmy o nim, że to miasto Sikhów, a o Sikhach, że to mężczyźni, którzy noszą wspaniale upięte turbany. Są waleczni, dumni, i w obronie swojej wiary gotowi na wiele. Jeśli pamiętacie aferę na warszawskim Okęciu, kiedy w czasie kontroli jeden z przybyszów opierał się przed zdjęciem turbana, to był to właśnie Sikh. Na pewno wiele osób kojarzy też, że premier Indira Ghandi zginęła z rąk swojego ochroniarza, Sikha. Tak więc z Sikhami nie ma żartów, są żywo związani ze swoimi symbolami, historią, religią. I lepiej nie kazać im zdejmować turbanów…. Tyle wiedzieliśmy. Ale dopiero na ulicach Amritsaru przekonaliśmy się jak bardzo są życzliwi i ciekawi gości, którzy ich odwiedzają i, że nie musimy bać się noży i mieczy, które noszą u boków.

reklama

Bardzo ważny w ich religii jest ekumenizm, więc są otwarci na ludzi wszystkich wyznań i religii. Chętnie opowiadają o sobie i tłumaczą zasady swojej wiary. No, i mają pyszne jedzenie. Kulczę, rodzaj placka z warzywnym nadzieniem, do dziś wspominamy jako jeden z najpyszniejszych posiłków jedzonych w Indiach.

A wracając do sikhijskich turbanów. W jednym z lokalnych sklepików sympatyczni mężczyźni podzielili się z nami swoją tajemnicą. Na Jarka głowie pokazali jak wygląda ceremonia zakładania turbanu. Jarek paradował w nim dumnie przez cały wieczór! Niestety, rankiem, kiedy próbował założyć go samodzielnie, mógł powiedzieć, że ma, co najwyżej, głowę komicznie obwiązaną kilkoma metrami materiału.

Jednak do noszenia sikhijskiego turbanu trzeba być prawdziwym Sikhem 🙂

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak