Sikkim – buddyjskie oblicze Indii

Indie kojarzą się przede wszystkim z Hindusami i hinduizmem. Jednak nie bez powodu mówi się o nich, że to mozaika kultur, religii i języków. My, wybierając się do maleńkiego Sikkimu (stan Indii), na wschodnich krańcach kraju, przenieśliśmy się do miejsca, gdzie praktykowany jest buddyzm.
Sikkim, którego życie toczy się w cieniu potężnych i surowych Himalajów, graniczy z Nepalem, Bhutanem i Tybetem. Przez wieki był odizolowanym od świata, buddyjskim królestwem. Częścią Indii jest od zaledwie kilkudziesięciu lat. I są to inne Indie niż te z głębi kontynentu. Inaczej wyglądają jego mieszkańcy, wyznają inną religię, inaczej jedzą, inaczej się zachowują. Odnieśliśmy wrażenie, że jest tu ciszej, spokojniej i dużo, dużo zimniej.

reklama

Byliśmy w Sikkimie pod koniec marca. Po podróży wzdłuż gorącego południa Indii, tutaj zaczęliśmy nieźle marznąć. Jak poradzić sobie z przeszywającym zimnem – poradzili nam bardziej doświadczeni podróżnicy. Od tego czasu zasypialiśmy z plastikowymi butelkami gorącej wody w szczelnie zapinanych śpiworach! Nie mieliśmy też szczęścia do wysokogórskich widoków. Himalaje spowite były gęstą mgłą. Jednak na kilka chwil, Kangczendzonga, trzecia co do wielkości góra świata, ukazała nam swoje oblicze. O 5.10 rano, na piętnaście minut!

Dużo więcej czasu mieliśmy na odwiedzanie i oglądanie buddyjskich klasztorów. Piękne, schowane gdzieś na wzgórzach, wciąż praktykują naukę buddyzmu, medytacji. Gościnni i serdeczni mnisi otwierali przed nami swoje kaplice. Tłumaczyli jak wygląda życie klasztorne. Ciekawi byli naszej religii, jej zasad.

Planując wizytę w Sikkimie można byłoby ją ułożyć wędrując tylko i wyłącznie szlakiem starych, przepięknych buddyjskich klasztorów. I byłaby to wyprawa wspaniała – wśród tarasów ryżowych, rododendronów, w cieniu najpotężniejszych gór świata. A na trasie pewnie nie raz byłaby szansa żeby skosztować momo – nadziewane pierożki są obowiązkową pozycją w sikkimskim menu. Warto jednak pamiętać, że przed wyprawą do Sikkimu trzeba zadbać o odpowiednie przepustki i pozwolenia. No, i przynajmniej wczesną wiosną, o dodatkową parę ciepłych skarpet…

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak