W świętym mieście Waranasi

Zaczniemy nietypowo. Może nawet nieco absurdalnie… Bo, gdybyśmy w całych Indiach, mieli wskazać, wybrać, polecić do zobaczenia tylko jedno miejsce (to właśnie ten absurd!), to oboje, i ja i Jarek, bez wahania postawilibyśmy na Waranasi.
 

reklama

Gdybyśmy mogli przenieść się tu i teraz, chociaż na chwilę, do jednego miejsca na świecie – byłoby to Waranasi. Kiedy podróżowaliśmy po Indiach kolejny raz, już bez kamery, też wróciliśmy do tego miasta. I mam nadzieję, że będziemy tam jeszcze wielokrotnie. Założone przez Śiwę, wiele wieków przed naszą erą, jest jednym z najstarszych miast świata. Centrum religijnym i duchowym.

Miastem płonących stosów nad Gangesem. Miastem, gdzie starcy czekają na śmierć, bo wierzą, że tu kończy się cykl wędrówki duszy, która w Waranasi osiąga oświecenie. Miastem magii i tajemnic, które są na wyciągnięcie ręki. Nie da się zapomnieć uczucia, kiedy pierwszy raz widzi się i czuje rytualne palenie zwłok. Nie da się zapomnieć widoków o wschodzie słońca, kiedy wierni obmywają się w wodach świętej Gangi. Nie da się zapomnieć wieczornych ceremonii na jej cześć. Na długo zapamiętamy spotkanie ze świętym mężem, który po kryminalnej i hulaszczej przeszłości postanowił zostać ascetą i zamieszkać nad brzegami świętej rzeki.

Waranasi tętni w naszej pamięci! Jego wąskie uliczki, na których w najlepsze układają się krowy, a co gorsza wielkie byki! Małe sklepiki, tłumy pielgrzymów, wspaniałe, schowane między domami świątynie. Waranasi jest miejscem gdzie dociera mnóstwo turystów, jednak jego potęga i siła pozostawia je niezmiennym od lat. Chociaż słyszeliśmy o tutejszych naciągaczach i oszustach (nie raz proponowano nam kupienie haszyszu, a Jarkowi skorzystanie z usług tutejszych prostytutek) to i tak nie przyćmiło to uroku tego miasta.

Wystarczy, że zachowa się rozsądek, potrzebny w każdej podróży i w każdym miejscu. A Waranasi i tak od wieków było, jest i pewnie będzie miastem światła i tajemnic, miastem prawd ostatecznych. Miastem, gdzie boginie i bogowie schodzą na Ziemię i spotykają się ze wszystkimi, którzy chcą ich spotkać…

Tekst: Joanna Grzymkowska-Podolak