Życie na dalekiej północy: Spitsbergen

fot.123rf

Ilona Wiśniewska wspomina pierwszy rok w Norwegii jako najbardziej samotny w swoim życiu. Od tego czasu minęło już sześć kolejnych lat. Nauczyły ją nienarzekania, przyniosły miłość i dwie książki. W niezamierzony przez autorkę sposób „Białe” i „Hen” stały się swoistymi przewodnikami dla podróżujących na Północ.

Co cię zaskoczyło w Spitsbergenie, największej wyspie Norwegii, gdy byłaś tam pierwszy raz?

Przygotowując się do wyjazdu, przeczytałam, że zimą jedynym źródłem naturalnego światła jest tam księżyc.

I jest naprawdę?

Światło wszystko ustawia, niezależnie od pory roku, bo tam zawsze jest zimno. Pamiętam lato na Spitsbergenie, gdy słońce świeciło mocniej, a temperatura dochodziła do kilkunastu stopni. Wówczas, a pracowałam wtedy w muzeum, razem z kolegami wynosiliśmy stoły na zewnątrz i robiliśmy wspólne lunche. Tak świętowaliśmy ciepłe dni, siedząc w słońcu.

Co było dla ciebie najtrudniejszym doświadczeniem przez pierwszy rok pobytu?

To był najbardziej samotny rok w moim życiu, choć nigdy nie bałam się samotności. Jednocześnie sporo się wydarzyło: poznałam wielu ludzi, zaczęłam nowy związek, z moim obecnym mężem. Na początku wyidealizowałam sobie obraz Północy. Wydawało mi się, że zamieszkam w małym domku i zaraz coś napiszę. Nie myślałam, że ten domek trzeba najpierw ogrzać, odkopać ze śniegu, załatwić wodę, i jeszcze coś przeżyć, żeby mieć coś mądrego do napisania. Życie na Północy to dobre ćwiczenie na dzielność.

A wszechobecna ciemność?

Obawiałam się trochę nocy polarnej, bo od dziecka bałam się ciemności, a na Spitsbergenie mieszkałam w ostatnim domu, na końcu ulicy, pod górą, gdzie nie dochodzi światło dzienne. Ale okazało się, że ja się w ciemności najbardziej boję drzew, a jeśli jest pusto, to lęk mija. Poza tym ciemność na Północy jest względna, bo przecież wszystko jest pokryte śniegiem. A do tego jeszcze mamy zorzę polarną, więc nigdy nie jest kompletnie ciemno. W ciemności widać najdrobniejsze różnice w wyglądzie nieba, na przykład to, że w styczniu jest ono już nieco inne, a to znak, że niedługo pojawi się słońce.

Przyszła noc polarna i…?

Przestawiłam się na tryb odbierania świata innymi zmysłami. W pewnym momencie przywykłam do ciemności tak bardzo, że gdy rozmawiałam z siostrą przez kamerkę w komputerze, to przeszkadzało mi światło dzienne, które u niej widziałam. Podczas nocy polarnej ciekawie jest obserwować, jak działa organizm, jak zwalnia obroty. Pierwsze ciemne dni witam z ekscytacją, na stolikach w kawiarniach stawiają świeczki, robi się nastrojowo. Na początku nocy zwykle więcej śpię, a pod koniec cierpię na bezsenność, wolniej pracuję. Każdy reaguje inaczej, ale społeczność jest wyrozumiała. Doświadczenie nocy polarnej jest o tyle niezwykłe, że wtedy okazuje się, ile dzieje się w naszej głowie. Gdyby jeszcze brakowało dostępu do Internetu, byłoby idealnie (śmiech).

Wyobrażam sobie, że życie na Północy płynie zdecydowanie wolniej, nie ma pędu od deadline’u do deadline’u.

Aż tak dobrze nie jest, niektórych gonią deadline’y. Ale na przykład nie spędzasz godzin na dojeździe do pracy, bo są krótkie dystanse. Znasz okolicznych ludzi i wiesz, że pomogą ci w razie potrzeby. O wiele łatwiej się tam żyje. Spitsbergen to zamknięta, modelowa społeczność na końcu świata, gdzie ludzie przede wszystkim się szanują. Nie ma znaczenia, skąd jesteś czy jaką religię wyznajesz, tylko kim jesteś dla tej wyspy, co możesz jej dać. To są względnie otwarte ramiona – musisz udowodnić, że się przydasz tej wyspie. Gdy mieszkałam na Spitsbergenie, chciałam chodzić na zajęcia jogi, ale nie było instruktorów. Kiedy teraz odwiedziłam wyspę, okazało się, że są trzy nauczycielki jogi, bo akurat takie osoby przyjechały.

Czego się dowiedziałaś tam o sobie samej?

Na przykład w Polsce zawsze miałam kłopoty ze zdrowiem, a tam się okazało, że w ogóle nie choruję. Jest to pewnie związane z powietrzem. Tam się po prostu dobrze oddycha, a na dodatek świetnie biega, więc nie wypada się nie ruszać, w rezultacie wszyscy są aktywni. Tak sobie myślę, że życie na Północy to dobra inwestycja w starość.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »