Agnieszka Dygant: Życie na szczęście jest przewrotne

Dlaczego nie została zakonnicą? Czy w jej przypadku proces dojrzewania bywa bolesny, czy raczej przyjemny? I najważniejsze: kto nie boi się Agnieszki Dygant? Ustala Hanka Halek.

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

reklama

Jak sądzisz – czas ci sprzyja?

Czasem tak, czasem nie, ale generalnie chyba tak, bo z czasem po prostu wiesz, kim jesteś, co lubisz i czego nie dasz rady zdzierżyć, choćbyś się bardzo starała. Mniej jest w człowieku hipokryzji. A z zawodowego punktu widzenia? Julii już nie zagram, ale też już o tym nie marzę. Otwierają się inne możliwości.

Jakie?

Możesz na przykład spróbować – spróbować oczywiście – nadać kierunek tzw. karierze. Gdy ma się 40 lat, jest się bardziej wiarygodnym. Również dla samego siebie, bo się sobie ufa. Nie musisz wtedy wszystkich wokół pytać, o co chodzi, co jest dobre, a co słabe, czekać, aż ktoś się nad tobą zlituje i zadzwoni z propozycją. To jest fajne. Czterdziestka to też taki wiek, kiedy jesteś nie za młoda i nie za stara, za przeproszeniem.

Za młoda na śmierć, za stara na snapczata?

Nie używam snapczata ani nawet fejsa. Nie załapałam się. Nie jest mi to potrzebne.

Wiecej w Sensie 12/2015. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »