Anita Lipnicka: Nie będę już taka miła

Wszystko się może zdarzyć, nawet wielka życiowa zmiana. – Jestem w trakcie rewolucji – przyznaje Anita Lipnickaw rozmowie z Robertem Rientem. – Chcę poczuć siebie na nowo. Zapomniałam, że mogę, że jest tak dużo możliwości. Dobrze mi po tej czterdziestce.

fot. Rafał Masłow

reklama

„Z okazji mojej czterdziestki chciałabym życzyć wszystkim, aby byli dzielni i radzili sobie beze mnie” – napisałaś niedawno w statusie na Facebooku.

Coś we mnie pękło. Stwierdziłam, że już dosyć, nażyłam się już dla innych. Wyczerpały mi się baterie, potrzebuję regeneracji. Czas zacząć myśleć o tym, czego ja bym chciała od świata, czego bym mogła jeszcze zapragnąć. Zapomniałam, że mogę, że jest tak dużo możliwości. Dlatego te życzenia, bo żeby poczuć siebie na nowo, potrzebuję zmian.

Dlatego budujesz dom nad rzeką?

Między innymi. To ma być azyl, miejsce na lato i święta. I buduję go sama, w sprawach technicznych pomaga mi brat i jego teść, ale to ja wszystko od początku do końca zaplanowałam, wybrałam miejsce, materiały, wykonawców, wymyśliłam, jak wszystko ma wyglądać. Jest drewniany, bo mam dość życia w betonie i chcę prawdy. Na początku bałam się tego pomysłu, bo jak ja dam radę, tyle wysiłku, i ta odpowiedzialność. Ale teraz już go pokochałam, ten dom przypomina mi, czego chcę, sam sobą mi o tym opowiada. Od frontu ma olbrzymie okna, odpowiadające na pragnienie światła, przejrzystości. W środku jest piec kaflowy, który grzeje, ale nie parzy. Za oknem drzewa. Przez ten dom patrzę na to, czego potrzebuję, poza byciem mamą, która wszystko ogarnia na czas. Poza byciem córką, która wspiera i ratuje mamę z opresji. Poza byciem partnerką, która ma tendencje do zatracania się w związkach. Mój brat na urodziny życzył mi więcej zdrowego egoizmu, tego, bym umiała zająć się sobą. Takie mam zadanie na kolejną dekadę.

Wiecej w Sensie 09/2015. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »