Facylitacja: trudne słowo na „F”

fot. Getty Images/ Gallo Images

Szef proponuje ryzykowne rozwiązanie, a zespół boi się zaprotestować. Nowy menedżer nie przestrzega dress code’u, czym denerwuje cały dział. W takich właśnie sytuacjach sprawdza się facylitacja. Na czym polega ta metoda pracy z grupą, mówi facylitatorka POP Anna Gabryjelska-Basiuk.

fot. Getty Images/ Gallo Images

Facylitator… trudne słowo. Co ono właściwie oznacza?

Pochodzi od angielskiego to facilitate, czyli ułatwiać. W Polsce nie jest jeszcze powszechnie rozpoznawalne. Facylitator pracuje z grupami i na różny sposób ułatwia im pracę: w zakresie przepływu komunikacji, nazywania problemów i uzyskiwania porozumienia.

Czym się różni facylitacja od pracy coacha, mediatora, terapeuty czy trenera?

W porównaniu do pracy trenera, który trenuje pewne umiejętności i działa według planu – facylitator zazwyczaj nie ma planu… Podczas gdy mediator stara się godzić zwaśnione strony, psychoterapeuta wspiera w  trudnościach osoby indywidualne czy pary, a coach wspomaga klienta w  jego rozwoju – facylitator przychodzi do grupy i pomaga jej się odnaleźć. W facylitacji metodą psychologii procesu, którą pracuję, mówimy, że grupa ma swoją mądrość, więc facylitator tylko pomaga, aby to, co i  tak ma się wydarzyć w grupie, zaszło szybciej, mniejszym kosztem i bardziej świadomie. Zarówno jeśli chodzi o uzewnętrznienie się jakiegoś podskórnego konfliktu, wyłamanie się z grupy jakichś osób czy zacieśnienie współpracy.

Wiemy, że w grupie są pewne tendencje. Te tendencje mają swoich reprezentantów, są wyrażane przez konkretne osoby – mówimy wtedy, że te osoby pełnią role. Facylitator  bardzo dba o to, żeby w konflikcie wyłaniały się role, a nie konkretni ludzie. Jeśli pojawia się jakaś trudna rola, to może wypowiedzieć ją sam facylitator, żeby oszczędzić osobę, której trudno jest na przykład pozwolić sobie na pewną wypowiedź wobec grupy, ale dla dobra zespołu to „coś” powinno zostać wypowiedziane.

Gdy facylitator spostrzeże jakąś negatywną reakcję na komunikat, może powiedzieć: „Wydaje mi się, że nie wszyscy zgadzamy się z tym punktem widzenia” i czekać na oddźwięk grupy. Jeśli zobaczy, że kilka osób kiwa głową, już wie, że trafił i może iść tym tropem dalej: „Z czym możemy się tu nie zgadzać?”. Być może wtedy już ktoś się odezwie. Z punktu widzenia procesu nie ma znaczenia, kto wypowie tę rolę, najważniejsze, by ona została spełniona.

Wiecej w Sensie 06/2017, dostępnym także w wersji elektronicznej