Felieton sensoryczny Tomasza Sobierajskiego: (Nie)śmiertelne selfie

Nadchodzi Nowy Rok, a w naszych głowach czają się postanowienia noworoczne. Co zrobię, czego zaniecham. Do czego się wezmę, czego dokonam. Kogo zostawię, z kim zaś pójdę w świat. A kto z Was złożyłby następujące postanowienie: W tym roku nie zrobię żadnego selfie?

TOMASZ SOBIERAJSKI socjolog UW, metodolog, doktor nauk humanistycznych/ fot. Rafał Masłow
TOMASZ SOBIERAJSKI socjolog UW, metodolog, doktor nauk humanistycznych/ fot. Rafał Masłow

reklama

Właśnie trzymam na kolanach album Kim Kardashian, o którym media na całym świecie huczą od kilku miesięcy. Proszę nie doszukiwać się żadnych podtekstów – to, że opieram to „dzieło” o uda, nie jest wynikiem niezdrowej ekscytacji, a dość niewygodnej pozycji, którą musiałem przyjąć w jednej z księgarni na Manhattanie po to, żeby je trochę podotykać i przekazać Wam swoje wrażenia. Mowa tu o „Selfish” – „książce”, w której na próżno szukać słów i konstrukcji literackiej. Znajduje się w niej bowiem kilkadziesiąt selfie zrobionych przez Kim w różnych ujęciach – głównie takich, które mają uwypuklić jej – i tak już wypukłe – piersi i pupę. Teraz za niecałe 20 dolarów ludzie na całym świecie mogą podziwiać Królową Selfie nie tylko na ekranie, ale również na papierze. Czy to jakaś głębsza społeczna zmiana? Nie sądzę. Raczej kolejny chwyt marketingowy, który ma sprawić, żeby popularność „Kardaszianki” była jeszcze większa. Ale to chyba pierwszy raz, kiedy czyjeś selfie urosły do miana „artyzmu”, doczekały się zwartej publikacji i wprowadziły tę formę fotografii w inny wymiar.

Wiecej w Sensie 01/2016. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Czytaj blog Tomasza Sobierajskiego na Zwierciadlo.pl!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »