Julia Pogrebińska: Budowanie odwagi

Czego nauczyli ją polscy mężczyźni? Czemu gra na drumli, gdy jest smutna? Hanka Halek wypytała Julię Pogrebińską o to, co dla niej jest najważniejsze, a co najbardziej przyjemne.

fot. Rafał Masłow

reklama

Co wymagało od ciebie większej odwagi: decyzja o udziale w „Tańcu z Gwiazdami” czy tańce z Rafałem Maserakiem?

Wiesz co…? W ogólnym rozrachunku cały program jest na pewno jakimś procesem budowania mojej odwagi.

Mam się nie bać, że twój taneczny partner złamie ci serce?

O Boże, nie złamie (śmiech). Z Rafałem fajnie mi się współpracuje, bo jest osobą pełną uroku i zawsze wszystko mu wybaczę. Ale on też czasami musi mi wybaczyć… bo jeśli coś mi na próbach nie wychodzi i zaczynam słabnąć, to włączają mi się mechanizmy obronne i się denerwuję. Już tak mam, że gdy tylko poczuję, że emocji w środku jest zbyt dużo, wyrzucam je, by stworzyć miejsce dla spokoju.

Może niełatwo ci się podporządkować określonej formie?

Coś w tym jest, tym bardziej że taniec towarzyski jest materią dla mnie nieznaną i przez to trudną. Lubię, jak nic nie krępuje mojego naturalnego ruchu, chodzę w długich otulających mnie płaszczach i trampkach. Jestem spontaniczna, często popełniam faux pas. Mówię na przykład na pożegnanie w rozmowie telefonicznej „Buziak” do nie bardzo znajomej mi osoby, a potem zastanawiam się, czy dzwonić i przepraszać. A tu nagle rama, rama, rama (śmiech)! Określona konwencja, trzymanie głowy, ramion, odpowiednie ułożenie bioder albo nogi na pięcie – czasem trudno to ogarnąć, bo mózg wariuje od nadmiaru zasad. A potem jest lajf, kolejny trening, zjazd, trening, trening, lajf, zjazd – sinusoida. Od jakiegoś czasu funkcjonuję w trybie noworodka, który na przemian śpi i czuwa.

Wiecej w Sensie 05/2015. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »