Katarzyna Miller: Nie ma żadnych granic!

Jak żyć szczęśliwie? Kto wie, jeśli nie terapeutka, poetka, puszysta, ruda i zadowolona z siebie? Otóż: „Nie słuchać mamy ani taty, ani księdza, ani Kasi Miller”. A jednak posłuchajmy! KATARZYNA MILLER i Joasia Olekszyk w rozmowie o pozytywności i… śmierci.

fot. Zosia Promińska
fot. Zosia Promińska

reklama

Psychoterapeutka z bogatym doświadczeniem i pozytywnym podejściem do świata, a budzisz skrajne emocje. Jedni cię uwielbiają…

…a innych wkurzam, wiem.

Mówią ci to? Czytasz o sobie negatywne komentarze?

Po prostu wiem, nie muszę czytać komentarzy, zresztą piszą je zwykle – za przeproszeniem – głupki, mam na myśli oczywiście te mocno hejtujące wypowiedzi. Choć ostatnio przeczytałam o sobie: „Uwaga, nadchodzi potwór”. Bardzo mnie to rozbawiło (śmiech). Jeśli ktoś pisze coś merytorycznego, to czytanie takich opinii ma sens, ale jeśli tylko się wyzłośliwia – szkoda czasu. No bo co ja mogę powiedzieć na komentarz: „Taka gruba, to co ona zna się na życiu?”. No gruba, i co z tego? Gruba, ruda…

A do tego zadowolona z siebie. Masz nie tylko czelność mówić, że z tobą jest wszystko w porządku, ale że także z ludźmi w ogóle…

Oprócz tego, że nie potrafimy z tego skorzystać. Rozumiesz, to jest z nami nie w porządku, że nie umiemy korzystać z tego, jacy jesteśmy fajni. To jest największy problem ludzi i, niestety, można zrozumieć, skąd się on bierze. Bo jak nam się od dziecka wmawia, że jesteśmy nie w porządku, bardzo ciężko potem to przepracować bez czyjejś pomocy. To ludzi boli, mają w środku te żyletki, które ich tną, i jak widzą kogoś, kto jest na przykład gruby i mówi, że jest mu z tym dobrze, oczywiście nie we wszystkich dziedzinach, ale że globalnie życie się bardziej mu udało niż nie, to się bardzo na kogoś takiego wściekają.

Wiecej w Sensie 01/2016. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »