Kiedy mówię „nie” – o nadużyciach w seksie i w uczuciach

Między dwojgiem dorosłych ludzi wiele rzeczy jest dozwolonych. Pod warunkiem że obydwoje się na nie godzą. Bo tylko w głupim żarcie „nie” oznacza „być może”… Na czym polegają nadużycia w sferze seksu i uczuć, tłumaczy psychoterapeuta Michał Pozdał.

fot. Getty Images/ Gallo Images

Każdy człowiek biorący udział w akcie seksualnym może go w dowolnym momencie zatrzymać. Hasło „stop” powinno być czytelne w każdej fazie stosunku czy jakichkolwiek innych zachowań erotycznych. Przysługuje obu stronom, i wszystko, co druga osoba zrobi potem w celu zaspokojenia swojej potrzeby, ale wbrew woli partnera czy partnerki, jest nadużyciem. Będzie to więc nie tylko gwałt rozumiany jako przestępstwo karne, ale również przemoc emocjonalna, taka jak szantaż, groźby, wywoływanie poczucia winy czy używanie seksu jak narzędzia manipulacji.

W formie kary i nagrody

Na terapię do mnie często trafiają pacjentki, które przy odmowie seksu spotykają się z szantażem ze strony męża: „Jeśli mi nie dasz, to pójdę do prostytutki” czy pacjenci z dysfunkcją seksualną, którzy słyszą: „Zmień to albo cię zostawię”. Powtarzany i wzmacniany szantaż staje się groźbą. Przy czym groźba może dotyczyć zarówno sfery emocjonalnej („zdradzę cię”), finansowej („nie dam ci pieniędzy”), jak i fizycznej („pobiję cię”). W ten sposób jedna ze stron skłania drugą do form współżycia przez nią nieakceptowanych albo zachowań, na które nie ma ochoty. Przemoc emocjonalna ma wywołać poczucie winy – odmawiasz, więc mnie krzywdzisz. Obarczanie winą tylko jednej strony jest jednak nie fair i w niczym nie pomaga – na brak seksu zapracowują zwykle obie strony.

Wiecej w Sensie 05/2017. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej