Kontrowersje: Czy jesteśmy gotowi na władzę kobiet?

Wygrana Hillary Clinton w amerykańskich wyborach na prezydenta byłaby ważną lekcją dla milionów dziewczynek na całym świecie. Ale może cenniejszą lekcją jest jej przegrana? Bo każe nam zastanowić się nad tym, czy w polityce, ale też przestrzeni publicznej kobiety i mężczyźni mają takie same szanse. Jaka jest i jaka mogłaby być władza w kobiecych rękach – w nowym cyklu rozmów Paulina Młynarska pyta ELIZĘ MICHALIK.

fot. Łukasz Sokół
fot. Łukasz Sokół

reklama

Na początek mały eksperyment myślowy. Wyobraź sobie taką sytuację: kandydatka na prezydenta Hillary Clinton mówi, że bardzo lubi łapać facetów za fiuta. A gdy zobaczy jakiegoś, który jej się spodoba, to po prostu go całuje!

I on nic nie może zrobić, bo ona jest sławna, bogata i ma władzę…

Tak.

No byłby straszny skandal.

Moim zdaniem nawet nie tyle skandal, co kupa śmiechu. Skandal to już jest poważna sprawa. Donald Trump przecież wywołał skandal, wypowiadając te słowa. Skandal się przetoczył, a Trump został prezydentem. Kobieta po takich słowach nie miałaby czego szukać w polityce.

Zaczynasz od podwójnych standardów względem kobiet i mężczyzn. To jest trudny temat, ponieważ niełatwo je uchwycić. Kiedy mówisz o tych podwójnych standardach, ludzie twierdzą, że ich… nie ma. Przecież mamy równość zapisaną w konstytucji! Przecież każda kobieta może być teraz polityczką, menedżerką, dyrektorką, szefową! Wymyśliłyśmy sobie dyskryminację, a feminizm jest już niepotrzebny. No a kiedy zdarzają się takie pojedyncze sytuacje, w których widać, że kobiety są oceniane inaczej niż mężczyźni, to słyszysz, że to kwestia tej konkretnej kobiety, wypadek przy pracy. Tymczasem to jest powszechne zjawisko. Susan Faludi – dziennikarka, której książkę znasz, mam na myśli „Reakcję”, za którą dostała Pulitzera – napisała kiedyś zdanie, które jest cały czas aktualne: że w zasadzie kobieta w przestrzeni publicznej nie może zrobić nic, żeby dobrze wypaść. Jakkolwiek się ubierze, jakkolwiek wygląda, jakkolwiek się nosi, jakkolwiek się zachowuje, zawsze coś jest nie tak. Jeżeli jest gruba, jest tłustą świnią. Jeżeli chuda, pewnie ma anoreksję. Jeśli nosi sukienki, głupia pipka. Jeżeli nosi garnitury…

…babochłop!

Jeżeli jest zdecydowana – zbyt „męska”. Jeśli empatyczna, nastawiona negocjacyjnie i koncyliacyjnie, gotowa rozmawiać i niewstydząca się swoich stereotypowo kobiecych cech – przypomnij sobie premierkę Ewę Kopacz – usłyszy, że jest za miękka. Kobieta, a zwłaszcza typ zdecydowany i konsekwentny, to w opinii społecznej bardzo często „wredna suka”. Przy samej „suce” warto się zresztą na moment zatrzymać, bo jak pisze w swojej książce zatytułowanej nomen omen „Suki” Krystyna Kofta – „suka” to jest w ogóle określenie najczęściej używane wobec kobiet. Mówią tak o nas nie tylko mężczyźni, ale czasem i inne kobiety.

Wiecej w Sensie 01/2017. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »