Z tęsknoty za miłością

fot. Getty Images/ Gallo Images

Choć wydaje się, że o Marilyn Monroe wiemy już wszystko, co chwila ktoś odkrywa jej nową twarz, kolejne dno historii jej życia. My również – z pomocą Elizabeth Winder, autorki nowej biografii aktorki, oraz psychoterapeutki Katarzyny Miller – pokusiliśmy się o stworzenie psychoportretu Marylin. I zobaczyliśmy w niej całkiem współczesną kobietę, spełnioną w życiu zawodowym. Obarczoną bagażem trudnego dzieciństwa, ale próbującą stworzyć udany związek i dom. Wciąż szukającą siebie. Niestety, bardziej w oczach innych niż własnych. Mimo to nie jest to smutny obraz.

Iwanna be loved by you, just you, and nobody else but you” – śpiewa w jednej ze scen filmu „Pół żartem, pół serio”, ubrana w suknię, którą dziś styliści pewnie nazwaliby „naked dress” (sprawia wrażenie, jakby ubrana w nią kobieta była naga). Marilyn Monroe, kobieta o głosie dziecka i ciele bogini, wyznająca, że chce być kochana tylko przez tego jednego jedynego. Taka właśnie zapisała się w pamięci widzów i historii kinematografii. Tekst tej piosenki można jednak przetłumaczyć inaczej – „you” może bowiem oznaczać równie dobrze „ty”, jak i „wy”. Czy Marylin ustami swojej bohaterki wyraża tęsknotę za romantyczną miłością i udanym związkiem czy śpiewa po prostu: „kochajcie mnie”? Jeśli przyjmiemy drugą interpretację, to być może jej historia nie będzie miała tak tragicznego wymiaru, mimo tragicznego końca. Marilyn Monroe – tak jak chciała – była kochana przez rzesze widzów, co więcej, kolejne pokolenia nadal się w niej zakochują. A autorzy coraz to nowszych książek na jej temat, odkrywają jej nieznane oblicze: kobiety świadomej swojej siły, zainteresowanej rozwojem, oczytanej i potrafiącej o siebie zawalczyć. Taki obraz aktorki znajdujemy właśnie w książce „Marilyn na Manhattanie” Elizabeth Winder. Takiej Marilyn tym bardziej nie sposób nie pokochać.

(…)

Więcej w marcowym numerze magazynu SENS.

 

Wydanie 03/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.