Zakochana w Jamesie Bondzie

fot.123rf

Znasz to? Najpierw czułość i zainteresowanie, potem obojętność i łzy. Twoje łzy. Dlaczego mężczyźni emocjonalnie niedostępni są tak pociągający? Jak rozpoznać w nich ten rys? Wyjaśnia terapeutka Bryn C. Collins.

fot.123rf
fot.123rf

reklama

Spotykasz kogoś, jest cudownie. Porywy serca, ciała, może nawet duszy… A potem robi się nagle chłodno, utykacie w miejscu. Związek się nie rozwija. Właściwie to zaczynasz się zastanawiać, czy to jeszcze związek i o co tu w ogóle chodzi. Dlaczego twój ukochany, który świata poza tobą nie widział, unika teraz twojego wzroku i przypomina lodową rzeźbę? Terapeutka Bryn C. Collins w książce „Emocjonalna niedostępność” opisuje obrazowo relację z taką osobą: nigdy nie jesteś dość dobra, żeby dostać się na przyjęcie. Chociaż łudzisz się, że kiedyś to nastąpi. Odbierasz sygnały, że „nic straconego”, po prostu musisz się bardziej postarać. Naprawić coś, co jest „nie takie”, a wtedy „zostaniesz honorowym gościem i zdobędziesz główną nagrodę: miłość”. Tymczasem chodzi o coś innego: gospodarz tego przyjęcia wcale nie zamierza wpuścić cię do środka. Ani ciebie, ani nikogo innego. On nie jest zdolny do zbudowania więzi uczuciowej z drugą osobą. Nie pragnie miłości, tylko kontroli. Ta druga daje mu (złudne!) poczucie bezpieczeństwa. Ta pierwsza (podobnie jak wszystkie uczucia czy emocje) jest niebezpieczna…

Wiecej w Sensie 07/2016. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »