Związek: Porzucił? Niech żałuje

fot. Getty Images/ Gallo Images

Bywa, że miłość się kończy i godzimy się z tym w spokoju. Co jednak, kiedy ty nadal kochasz, a on mówi: „do widzenia”? Płacz, złość się, krzycz, ale nigdy nie porzucaj siebie! Psycholog Katarzyna Miller kładzie balsam na duszę kobiety porzuconej, wrzucając też kilka kamyczków do jej ogródka.

fot. Getty Images/ Gallo Images
fot. Getty Images/ Gallo Images

Kasiu, zacznę od dosyć intymnego pytania. Czy byłaś kiedyś porzucona?

Oczywiście, że byłam. Również porzucałam. I myślę, że aby człowiek życia zaznał, potrzebne są oba te doświadczenia. W ogóle warto mieć dużo różnych doświadczeń. I nie należy się wstydzić takich rzeczy, bo porzucenie nie świadczy wcale źle o osobie porzuconej. Kiedy byłam młoda, myślałam, że świadczy, i brałam to bardzo do siebie, uznając, że widocznie nie jestem wystarczająco dobra, fajna, ładna czy interesująca…

Jakie uczucia wtedy u ciebie dominowały?

Ogromny smutek, rozczarowanie, zawód, żal…

Poczucie winy…?

Nie, winna się nie czułam. Ale była też złość, dużo złości. I ogromna bezradność. No bo co możesz z tym zrobić? Nic. Trzeba to przepłakać, poużalać się nad sobą. Ale muszę przyznać, że w moim życiu nigdy nie było takiej sytuacji, że jestem z kimś na poważnie kilka lat, mieszkając wspólnie, żyjąc u jego boku, i nagle on mówi: „do widzenia”. Żaden z moich stałych partnerów tego nie zrobił. Ale miałam ze dwie czy trzy miłostki, w których to ja byłam bardziej zaangażowana. Czyli raczej nie zostałam przyjęta na zawsze niż porzucona. A ty byłaś kiedyś porzucona?

Wiecej w Sensie 04/2016. Kup teraz!

SENS także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »