Alicia Vikander: Seksowna, czyli silna

fot. DYSTR. FORUM FILM

Lara Croft to już nie Angelina Jolie. Zastąpiła ją ona. I być może nie byłoby specjalnie o czym mówić, gdyby nie śmiałe deklaracje, że to coś więcej niż kolejna ekranizacja przygód bohaterki kultowej gry komputerowej.

Lara Croft, jedna ze świętości mojego dzieciństwa, pierwsza kobieta, w którą wcielałem się jako gracz.

Twojego!? Dla mnie też Lara była pierwszą kobiecą postacią w świecie gier komputerowych. Grałam w „Tomb Raidera” do zdarcia dyskietki! Miałam wtedy dziesięć lat i, oczywiście, przed rodzicami udawałam, że w tej grze nie ma niczego nieodpowiedniego dla małej dziewczynki [śmiech].

Niewiele moich koleżanek interesowało się grami wideo.

Ja też ich specjalnie nie lubiłam, tylko kilka z nich mnie naprawdę wciągnęło. To i tak odróżniało mnie od koleżanek, bo grali niemal tylko chłopcy. Nie mieliśmy w domu konsoli, ale miały ją dzieci przyjaciela mojego taty. Pamiętam, że kiedy zobaczyłam u nich „Tomb Raidera”, byłam w szoku: „O mój Boże! To kobieta! – wrzeszczałam do rodziców. – Tato, patrz! Kobieta jest główną bohaterką!”.

Przeszłam tylko pierwsze dwie części, potem odsunęłam się zupełnie od świata gier. Temat powrócił dopiero, kiedy zaproponowano mi rolę Lary Croft. I pierwsze, o co zapytałam producentów, to czy zamierzamy konkurować z Angeliną Jolie, która stworzyła z tej roli ikoniczną kreację. Kiedy okazało się, że robimy zupełnie inny film, od razu się zgodziłam.

Więcej w kwietniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 04/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.