Być kobietą na… Trobriandach

Ilustr. Asia Gwis

Jeśli ma ochotę na seks, wystarczy, że zapyta chłopaka: „Czy masz betel?”. Co on na to? Na wyspach mawiają: „Nie ma wyboru”.

Ilustr. Asia Gwis

reklama

Mogłoby się wydawać, że trudno o miejsce bardziej od nas odległe. Archipelag czterech większych i kilkunastu małych wysp koralowych leży hen, na wschodnim krańcu Papui-Nowej Gwinei. Jednak mimo że znajdują się po drugiej stronie globu, Trobriandy są Polsce bliskie. Głównie za sprawą Bronisława Malinowskiego. Antropolog, pisząc „Zwyczaj i zbrodnię. Życie seksualne dzikich”, rozsławił ten zakątek na cały świat, a opis zwyczajów mieszkańców wysp rozsławił Malinowskiego.

Dobre wspomnienie Malinowskiego na Trobriandach nie słabnie. Pamiętają go jako człowieka, który „nie robił różnicy między białymi a czarnymi” – i może między innymi dlatego, gdy sto lat później reporterka (a także antropolożka) Aleksandra Gumowska zawitała w domu naczelnego wodza Wysp Trobrianda, ten przyjął ją do swojej rodziny. Dziś Gumowska opowiada nam, dlaczego bez kobiet nie ma tradycyjnej kultury trobriandzkiej. Jednak aby zrozumieć, skąd bierze się szczególna pozycja kobiet w życiu na wyspach – trzeba zacząć od śmierci.

Więcej w Zwierciadle 07/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »