Być kobietą w… Chinach

Ilust. Asia Gwis

Jak żyje się 658 milionom obywatelek tego kraju? Jedyna prawidłowa odpowiedź brzmi: różnie. Prześledźmy więc najczęstszy scenariusz.

Ilust. Asia Gwis

reklama

RODZISZ SIĘ… I to już pewien sukces, bo w Chinach na 100 dziewczynek rodzi się średnio 117 chłopców (w niektórych prowincjach – aż 130). Według danych CIA Chińczyków jest o ponad 39 milionów więcej niż Chinek, a to różnica tak wielka jak cała populacja Polski. Z czego wynika ta dysproporcja? – W tradycji konfucjańskiej tylko potomek męski może składać hołd przodkom. Dlatego od wieków oczekiwani byli chłopcy – mówi doktor Katarzyna Proctor, sinolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. Dziedziczenie w linii męskiej przekłada się na silny patriarchalizm Chin. Tragedia bierze się stąd, że nałożył się on na politykę jednego dziecka, wprowadzoną w 1979 roku. Dziś dotyczy ona tylko części populacji (według szacunków – 36 procent); co jednak nie zmienia faktu, że przeciętna Chinka rodzi raz w życiu i woli urodzić chłopca. Jeśli rodzi dwa razy, tym bardziej chce chłopca – i wśród drugich dzieci na 100 dziewcząt przypada aż 130 chłopców w miastach. Jak do tego dochodzi? Najczęściej przez selektywną aborcję. Oficjalnie jest zakazana, ale to powszechna praktyka, że żeńskie płody usuwa się i próbuje „do skutku”. Wysoka jest też śmiertelność noworodków płci żeńskiej, a także liczba niezarejestrowanych córek. Załóżmy jednak, że urodziłaś się i przetrwałaś. Co dalej?

Więcej w Zwierciadle 04/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »