Charlize Theron: twarda sztuka

fot. East News

O swojej karierze i wynikających z niej dobrodziejstwach mówi, że to przywilej, który nigdy nie będzie dla niej czymś oczywistym. W przypadku innych gwiazd te słowa można by uznać za kokieterię, ale akurat w jej ustach brzmią wyjątkowo wiarygodnie.

reklama

Rozmawia Jason Adams/ The Interview People

Co jest pociągającego w filmach akcji?

Zawsze lubiłam ten gatunek. Szczególnie te wszystkie produkcje z Hongkongu, niektóre z nich są naprawdę świetne. Mnie, osobie, która przez lata tańczyła w balecie, fascynuje takie podejście do opowiadania historii – poprzez sceny wymagające dużego fizycznego wysiłku. Myślę, że my [tu na Zachodzie – przyp. red.] jesteśmy trochę w tyle, jeśli chodzi o taką narrację – zbudowaną na scenach walki, kaskaderskich popisach. Ale już na przykład David Leitch, kręcąc „Atomic Blonde”, wyraźnie nawiązuje do tego typu estetyki, co niezwykle mi się podoba. To było dla mnie nowe doświadczenie, różne od tego, z czym do tej pory miałam do czynienia.

Widziałem cię niedawno w ósmej części serii „Szybcy i wściekli” i zastanawiałem się, czy ciekawiej gra się czarne charaktery.

Te, które do tej pory grałam, przysporzyły mi wiele radości. We wspomnianych „Szybkich i wściekłych” chciałam, żeby moja bohaterka wydawała się całkiem rozsądna, a jednocześnie była przerażająca. No wiesz, żeby kojarzyła się z kimś, kto wyciągnąłby broń i wycelował we własną rodzinę, odstrzelił im głowy i nie poczuł nawet żalu. Z kolei królowa Ravenna [z „Królewny Śnieżki i łowcy” – przyp. red.] to już postać fantastyczna, a jednocześnie rola, która mnie szalenie wciągnęła. Aż miało się ochotę wziąć z niej przykład i po prostu wrzeszczeć na wszystkich naokoło, zachowywać się równie wstrętnie co ona. To jedyny raz, kiedy zdarzyło mi się coś podobnego.

(…)

Więcej we wrześniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 9/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »