Co nas kręci, co nas zniechęca

Ilustr. Paweł Jońca

Przeciwieństwa się przyciągają? Atrakcyjni są dla nas „ci inni”? Czy wszyscy ulegamy sile odwrotnych miłosnych magnesów? A jeśli tak, czy jest to recepta na szczęśliwy związek? – zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Ilustr. Paweł Jońca
Ilustr. Paweł Jońca

reklama

Wszyscy znamy takie pary: on nie znosi jej sposobu bycia, ona drwi z niego i jego rodziny. Liryczna i toporny. A mają dom, dzieci, koty, psy, a w niedzielę jedzą razem śniadanie…

W tej jednej sprawie, moim zdaniem, sprawdza się stereotyp, że przeciwieństwa się przyciągają. Dlaczego? Bo kobiety od mężczyzn różnią się nie tylko anatomią, lecz także sposobem przeżywania świata i siebie. Mężczyźni dążą do niezależności, do autonomii. Kobiety chcą budować relacje, być blisko. Przez miliony lat istnienia człowieka płcie wyspecjalizowały się w innych dziedzinach, sprawnościach i rolach. Mężczyźni walczyli i polowali. Kobiety przygotowywały strawę, wychowywały dzieci. Ale też zachowaniem i preferencjami kobiet i mężczyzn kierują różne hormony. Dzięki temu jednak, że tak się różnimy, możemy nie tylko kochać, lecz także uczyć się od siebie nawzajem. Rozwijać empatię, a więc też czynić nasze życie bogatszym i bardziej kompletnym. Dopełniać się, a nie tylko uzupełniać.

Mężczyzna i kobieta. Oboje są zainteresowani ekologią, nie jedzą mięsa i lubią muzykę klasyczną. Ten związek ma szansę? 

Podobieństwa amortyzują nieuniknione trudności, tarcia i napięcia, jakie pojawiają się przy okazji nawet ciekawego, tajemniczego i upragnionego spotkania dwojga ludzi. Zanim zakochani się dopełnią, mogą przeżyć wiele rozczarowań, zasadzek i długich okresów błądzenia po manowcach. Przetrwać im ten czas i te trudności pomaga właśnie to, co podobne, wspólne.

Więcej w Zwierciadle 02/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »